Bookomaniaczki podróże literackie

Ann Patchett, „Dziedzictwo”

Chrzciny, znajomy z pracy, pocałunek, butelka ginu i Bóg raczy wiedzieć ile pomarańczy. Tyle wystarczy, by dwie rodziny trafił szlag. Mimo że na polskim rynku ukazało się już kilka jej książek, z Ann Patchett spotkałam się po raz pierwszy – przy okazji premiery „Dziedzictwa”. I – jak tylko dopisze pogoda – popędzę do biblioteki i wypożyczę wszystko, co wyszło spod jej pióra, o ile uda mi się cokolwiek dostać :). Zgłaszając się po egzemplarz recenzyjny „Dziedzictwa” oczekiwałam – w najlepszym wypadku – powieści obyczajowej, która pozwoli na kilka godzin oderwać się od rzeczywistości i miło spędzić czas. Co dostałam? Więcej, niż się spodziewałam.

W zasadzie, pierwsze zdanie tego tekstu, będące jednocześnie pierwszym zdaniem okładkowym „Dziedzictwa” zarysowuje fabułę powieści. Bert Cousins, chcąc wyrwać się z domowego rozgardiaszu, postanawia wybrać się do (nie)znajomego z pracy na przyjęcie z okazji chrztu jego najmłodszego dziecka. Przychodzi z pokaźnych rozmiarów butelką ginu, co w niedługim czasie zamieni niewinne przyjęcie w brzemienną w skutkach zakrapianą imprezę. Kiedy dzień ma się ku końcowi i goście zaczynają się rozchodzić, na prośbę gospodarza Bert udaje się na poszukiwanie malutkiej Franny, na cześć której wyprawiono uroczystość. W niewielkim pokoiku znajduje dziecko i panią domu, którą niespodziewanie całuje. Ten pijany pocałunek staje się początkiem końca dwóch rodzin, wywracając do góry nogami życia wszystkich ich członków. Bert rozwodzi się z żoną, pozostawiając pod jej opieką trójkę dzieci, piękna Beverly porzuca męża, dwie córki zabierając ze sobą.

Ann Patchett na kartach „Dziedzictwa” przedstawia losy Keatingów i Cousinsów na przestrzeni pięćdziesięciu lat, jakie minęły od feralnego przyjęcia. Opisuje wzloty i upadki dzieci, którym trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości, stopniowo odkrywa schowane głęboko tajemnice i niespełnione nadzieje, pokazuje mniej i bardziej udane próby połączenia przerwanych przed laty więzi. Przedstawiona w „Dziedzictwie” historia jest tak prawdziwa, że mogłaby wydarzyć się naprawdę. A może się wydarzyła?

„Dziedzictwo” nie jest zwykłym czytadłem, przy którego lekturze możemy pozwolić sobie na nieuwagę, prześlizgnąć się wzrokiem po kilku linijkach lub dłużących się akapitach bez uszczerbku na odbiorze całości. Zaczynająca się z pozoru niewinnie powieść gdzieś w trakcie lektury budzi nasze uśpione wspomnienia, przywołuje (niewygodne?) myśli i skłania do refleksji nad naszymi życiowymi wyborami. Czy to możliwe, aby jedna chwila zaważyła na całym naszym życiu? Czy przypadkowe spotkanie dwojga nieznajomych może diametralnie odmienić życie dziesięciu osób? Czy na ruinach dwóch rodzin można zbudować trzecią, i czy fundamenty postawione na gruzowisku okażą się trwałe?

***

Autor: Ann Patchett

Tytuł/Tytuł oryginału: Dziedzictwo/Commonwealth

Tłumaczenie: Anna Gralak

Ilość stron: 382

Miejsce i rok wydania: Kraków 2017

Wydawnictwo: Znak

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

znak_literanova_300

Advertisements

2 comments on “Ann Patchett, „Dziedzictwo”

  1. nonienotak
    Lipiec 16, 2017

    O, a spodziewałam się czytadła właśnie. W takim razie jednak pewnie sięgnę po „Dziedzictwo”.

    • Agnieszka
      Lipiec 16, 2017

      Jest naprawdę dobra, serio. Kilku bohaterów, z perspektywy których dowiadujemy się o tych samych wydarzeniach z przeszłości, co stopniowo pozwala się zorientować w całości. Aż chce się czytać dalej, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło i co było potem. Nie powinna Cię rozczarować 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Nawigacja

%d blogerów lubi to: