Bookomaniaczki podróże literackie

Claire Dunn, „365 dni bez zapałek”

365-dni-bez-zapałekWydaje ci się, że masz wszystko: twoja praca jest zgodna z twoimi zainteresowaniami, odnosisz sukcesy, rozwijasz się robiąc to, co lubisz, masz znajomych, z którymi łączą cię wspólne zainteresowania – żyć nie umierać! Aż tu nagle przychodzi taki dzień, że jedyne, na co masz ochotę, to położyć się na środku własnego biura i tępo wgapiać się w sufit, albo rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Wypalenie zawodowe, zmęczenie materiału, przemiana w emocjonalne zombi, brak satysfakcji z pracy i ogólne zniechęcenie do tego, co jeszcze niedawno się kochało – to wszystko sprawia, że zaczynasz żyć tak jakby obok świata. I masz wtedy dwa wyjścia: a) dalej zapadać się w czarną otchłań rozpaczy lub b) wziąć się w garść i spróbować znaleźć sposób na odzyskanie tego zgubionego „czegoś”, co jeszcze niedawno nadawało sens życiu.

Chociaż z wierzchu cywilizowani, wciąż czujemy pociąg do lasu, chęć dzikiego zatracenia się w nim.[1]

Claire Dunn, autorka i zarazem główna bohaterka książki-reportażu „365 dni bez zapałek”, zdecydowała się spędzić rok w australijskim buszu, w ramach programu surwiwalowego.  Wyprawa ta miała być dla niej tym, czym podróż na Alaskę była dla Chrisa McCandlessa, czym roczny pobyt na Alasce był dla Guya Grieve’a[2] (kolejny śmiałek, którego przyciągnął nieodparty magnetyzm tej niezwykłej krainy), czym przebycie ponad tysiąca mil Pacific Crest Trail było dla Cheryl Strayed[3] – powrotem do źródeł, próbą odnalezienia samego siebie i rozpalenia na nowo wygasłej jakiś czas temu wewnętrznej iskry dzięki odstawieniu wszelkiego rodzaju „rozpraszaczy” obecnych w każdym momencie współczesnego życia.

Bohaterka decyduje się na krok, który z jednej strony wydaje się odrobinę stereotypowy („rzucam cywilizację w diabły i uciekam na łono natury, by w pełni doświadczać życia”), z drugiej jednak wymaga ogromnej odwagi, zdecydowania i samozaparcia. Niewielu jest bowiem takich, którzy faktycznie realizują swój zamiar – najczęściej kończy się na snuciu planów i gdybaniu. Dwanaście miesięcy w dziczy to nie jest coś, na co można się w pełni przygotować – Dunn ma tego świadomość, czasem dopadają ją obawy, czy sobie poradzi, ale nie rezygnuje z raz podjętej decyzji.

Nie pomogło też uwielbienie dla przyrody, nie pomogły dziecięce zabawy na brzegu rzeki i tygodnie spędzone w zielonych obozowiskach, kiedy miałam dwadzieścia lat. […] Jak mam sobie poradzić bez fotela albo krzesła? Czajnika? Lodówki? Kanapy i filmów na DVD? Bez pralki, gorącej wody i muzyki? Bez zapałek?… Jak mogę się łudzić, że przetrwam dwanaście miesięcy, rozpalając ognisko za pomocą patyczka i drewienka? […]Póki nie opuściłam świata samochodów i telefonów komórkowych, w ogóle nie rozumiałam, co oznacza mieszkanie w lesie. W niczym nie przypomina ono okazyjnych wypadów na łono natury dla odrobiny rozrywki czy inspiracji. Ale chociaż sama idea jest cudowna, im bliżej było wprowadzenia jej w życie, tym większe ogarniało mnie zwątpienie, zazwyczaj w środku nocy.[4]

„365 dni bez zapałek” to relacja z próby, jakiej podjęła się Claire Dunn. Obserwujemy nie tylko ją, ale także grupę śmiałków, którzy – tak jak ona – postanowili spędzić rok w buszu z takich czy innych powodów. Jesteśmy świadkami wzlotów i upadków, chwil radości i zwątpienia, małych sukcesów i trochę większych porażek, podglądamy relacje między uczestnikami programu – od zgrzytów spowodowanych różnymi charakterami po stopniowe zacieśnianie się więzi pojawiające się wraz z upływem czasu. I wreszcie – widzimy, jak zmienia się sama bohaterka, jak uczy się „odpuszczać” i wcześniejsze, nieco romantyczne wyobrażenia na temat swego pobytu w dziczy porzuca na korzyść dopasowania się do realnej sytuacji, której się znajduje.

Claire metodą prób i błędów uczy się lasu, który dotąd znała tylko w teorii, szuka sposobów na zapewnienie sobie schronienia na cztery pory roku, zdobycie pożywienia i ognia. Nauczyła się czerpać przyjemność z najprostszych doświadczeń, czynności i przedmiotów codziennego użytku – których obecności nie zauważamy, mając je na wyciągnięcie ręki. Wytrwała i z buszu wróciła bardziej świadoma siebie, świata i życia, pogodzona ze sobą i gotowa na kolejne wyzwania. Warto przeczytać „365 dni bez zapałek” chociażby po to, by odpocząć od rzeczywistości i przypomnieć sobie, że życie to nie tylko praca, dobra doczesne i sterta rachunków do płacenia. Może też jej lektura zmobilizuje niektórych do poszukania takiego miejsca, w którym można by się było zaszyć – nawet na kilka dni – i tak naprawdę, porządnie się zresetować?

***

Autor: Claire Dunn

Tytuł/Tytuł oryginału: 365 dni bez zapałek/My Year without Matches

Tłumaczenie: Agnieszka Falkowska

Ilość stron: 360

Miejsce i rok wydania: Białystok 2015

Wydawnictwo: Kobiece

______________

[1] C. Dunn, 365 dni bez zapałek, Białystok 2015, s. 78.

[2] G. Grieve, Zew natury, Wyd. Dolnośląskie, 2010.

[3] C. Strayed, Dzika droga, Znak Literanova, 2015.

[4] C. Dunn, 365 dni bez zapałek, Białystok 2015, s. 18-19.

2 comments on “Claire Dunn, „365 dni bez zapałek”

  1. inkoholiczka
    Kwiecień 16, 2016

    Kusi mnie ta książka odkąd o niej usłyszałam…🙂

    • Agnieszka
      Kwiecień 17, 2016

      To dobra książka – zwłaszcza na czas, w którym zaczyna dokuczać coś na kształt wypalenia – i to bez różnicy, w jakiej dziedzinie życia. Pozwala naładować akumulatory🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: