Bookomaniaczki podróże literackie

George R. R. Martin, „Rockowy armagedon”

rockowy-armageddon„Rock and roll umarł, rock jest martwy, stary” – mamy lata 80., w których nie bardzo umie się odnaleźć Sandy Blair – niegdyś ceniony undergroundowy dziennikarz (jeden z filarów niezależnego pisma „Hedgehog”), dziś pisarz z trzema powieściami na koncie, pracujący nad tytułem numer cztery (bardziej trafne byłoby określenie: męczący się, Blair cierpi bowiem na twórcze zatwardzenie i grozi mu zawalenie deadline’u i utrata kontraktu). I mimo że ma sportowy samochód, mieszka w domu z elewacją z piaskowca, u boku ma piękną, ambitną i atrakcyjną bizneswoman, to czegoś mu brak, za czymś tęskni, coś nie daje mu wieść spokojnego, ustatkowanego życia, jakie (facet w jego wieku) wieść przecież powinien. Niespokojna, rockandrollowa dusza Sandy’ego nie daje mu zaznać wytchnienia, wciąż przywołując wspomnienia wspaniałych, nasyconych ideałami i zapachem trawki, wybrzmiewających kultową muzyką lat 60.

Nic więc dziwnego, że gdy tylko nadarza się okazja do (chociażby chwilowego) powrotu do starych, dobrych czasów, Blair rzuca wszystko i rusza śladem legendarnej kapeli The Nazgȗl[1] na spotkanie przygody. To, co na samym początku wydaje się być – przy okazji makabrycznego morderstwa – zbieraniem materiału do reportażu o słynnym zespole, z czasem przeradza się w poszukiwanie mordercy połączone z podążaniem śladami spisku mającego na celu – poprzez reaktywację Nazgȗli – wskrzeszenie nie tylko rewolucji z lat 60. Czy możliwe jest stworzenie muzyki, która przywraca do życia umarłych?

„Rockowy armagedon” jest pierwszą powieścią Martina, z jaką się zetknęłam (tak jak to miało miejsce w przypadku serii o HP, „Pieśni lodu i ognia” też nie czytałam, ale powinnam to nadrobić jeszcze w tym wcieleniu), w oryginale została wydana w 1983 roku. Zaczyna się jak kryminał – mamy agenta muzycznego-hienę z wyrwanym w piersi sercem i mordercę, którego trzeba schwytać. Mamy także sfrustrowanego bohatera – byłego hipisa, rozczarowanego współczesnym światem i dawnymi przyjaciółmi, którzy przeszli na ciemną stronę mocy i stali się yuppies z krwi i kości, hołdującego młodzieńczym ideałom nawet w dwie dekady po rewolucji hipisowskiej, dla którego podróż tropem mordercy jest okazją do powrotu do minionych czasów. A podróży tej akompaniują tytani rocka – Martin stworzył świetną playlistę do swojej książki. I mimo że jest trochę chaotycznie: morderstwo, reaktywacja legendy, sentymentalna podróż, gorzka refleksja o przemijaniu młodzieńczych ideałów, szczypta okultyzmu i mistycyzmu – to do mojej duszy „Rockowy armagedon” zdecydowanie przemówił🙂

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się pomyśleć: szkoda, że nie dane mi było urodzić się dobrych kilkadziesiąt lat wcześniej, mieli wtedy najlepszą muzykę na świecie – ta książka da Ci możliwość przeniesienia się do tych czasów – na kilka godzin. Martin w tak plastyczny sposób opisuje koncerty, że czytelnik odnosi wrażenie, jakby w tym niesamowitym muzycznym wydarzeniu uczestniczył. Mało tego – czasem zapominałam, że grupa The Nazgȗl to wytwór wyobraźni pisarza – tak realistycznie zostali przedstawieni, że granica między prawdziwą muzyką a muzyką wymyśloną tu i ówdzie się zacierała. Dodatkowy atut „Rockowego Armagedonu” stanowi zamieszczony na ostatnich stronach spis utworów cytowanych w treści – Jimi Hendrix, Beatlesi, Paul Simon, Bob Dylan, same perełki (minusem jest to, że cytaty z tychże utworów zostały przetłumaczone na polski, no ale nie można mieć wszystkiego)🙂

***

Autor: George R.R. Martin

Tytuł/Tytuł oryginału: Rockowy armagedon/The Armageddon Rag

Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

Ilość stron: 484

Miejsce i rok wydania: Poznań 2005

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

P2_ksiazka_za_grosze

[1] Tak, skojarzenie z twórczością J.R.R. Tolkiena jest tu jak najbardziej na miejscu🙂

9 comments on “George R. R. Martin, „Rockowy armagedon”

  1. Lolanta
    Wrzesień 5, 2015

    Dobra książka, choć nie powiem, żeby mnie zachwyciła. Z tym przeniesieniem w czasie – tak, to działa🙂

    A w ogóle to fajnie, że wróciłaś na bloga🙂

    • Agnieszka
      Wrzesień 5, 2015

      Zrobiłam sobie nawet playlistę na YT z kawałkami wymienionymi w książce🙂
      Może tym razem wrócę tak naprawdę – już prawie opanowałam sztukę motywacji w pisaniu o książkach po pracy🙂
      Cieszę się, że tu jeszcze jesteś🙂❤

      • Lolanta
        Wrzesień 5, 2015

        Liczę na więcej wpisów🙂

  2. tommyknocker
    Wrzesień 6, 2015

    Nie czytałem nic Martina, ale może kiedyś.. Fabuła niniejszej książki brzmi interesująco..
    Dołączam się do słów Lolanty mając nadzieję na Twój powrót i kolejne wpisy🙂

    • Agnieszka
      Wrzesień 6, 2015

      To było moje pierwsze spotkanie z Martinem – od starocia zaczęłam, ale podobało mi się i obudziło apetyt na więcej🙂 Narzeczony obiecał motywować dodatkowo, więc powinno być już tylko lepiej z blogiem😀
      Dziękuję pięknie za odwiedziny :))

    • 5000lib
      Wrzesień 28, 2015

      Się dołączam i też nie czytałam nic Martina (mamy znów coś wspólnego Tommy:)
      A niedawno pisałam, że jazz nie umarł…

  3. miqaisonfire
    Wrzesień 20, 2015

    Ja na razie z tym pisarzem mam tyle do czynienia, że oglądam serial Gra o Tron😛

    • Agnieszka
      Wrzesień 21, 2015

      Ja póki co tylko „Rockowy armagedon” jego czytałam🙂 z serialem również nie jestem trochę na bieżąco, zatrzymałam się na drugim sezonie🙂

    • 5000lib
      Wrzesień 28, 2015

      Ja nawet serialu nie widziałam, ale wiem, że tam wszyscy umierają, kolejno.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: