Bookomaniaczki podróże literackie

A.S.A. Harrison, „W cieniu”

Harrison_WcieniuZbrodnia to niesłychana, pani zabija pana! Czyżby zapowiadała się elektryzująca, do ostatniej strony trzymająca w napięciu lektura, w której wzgardzona, porzucona i (cytując jednego z popularniejszych ostatnimi czasy polskich autorów, którego jeszcze NIE CZYTAŁAM:P) „winna jak ocet”, małżonka robi co może, aby wywinąć się z zaciskających się wokół jej szyi łapsk bezwzględnych i wytrwałych, niczym ogary co poszły w las, stróżów prawa? A może będziemy mieć do czynienia z wyrafinowaną grą psychologiczną? Zajrzymy do umysłu kobiety, która z zimną krwią planuje (i realizuje) pozbycie się wiarołomnego małżonka z tego świata, która chce mu udowodnić, że porzucając ją, popełnił największy błąd swego życia?

Eee, jednak nie, trochę mnie poniosło.

Przyznać trzeba, że ballada Mickiewicza sprzed niemal dwustu lat bardziej mnie swego czasu ruszyła niż „W cieniu” A.S.A. Harrison (właśc. Susan Harrison, kanadyjskiej pisarki, której nie dane było nacieszyć się popularnością powieściowego debiutu – zmarła bowiem w 2013 roku, na kilka miesięcy przed ukazaniem się „W cieniu” drukiem).  „Zaginionej dziewczyny”, do której porównywana jest powieść Harrison, nie czytałam, kwestię podobieństw i różnic między tymi dwoma tytułami pozostawię zatem tym, którzy się w temacie wypowiedzieć mogą. Dreszczy podczas spotkania z „W cieniu” nie miałam, wydaje mi się, że jest to bardziej powieść psychologiczna (psychologiczno-obyczajowa?) niż thriller, niemniej, czasu poświęconego na lekturę nie żałuję.

Związek Jodi i Todda wydaje się idealny. Są ze sobą ze dwadzieścia lat, razem budowali wszystko to, co mają obecnie. On ma własną, dobrze prosperującą firmę, jeździ sportowym samochodem, po powrocie z pracy zawsze zastaje przygotowany obiad i uśmiechniętą żonę, z którą może porozmawiać o trudach minionego dnia, w towarzystwie której może się wyciszyć, zrelaksować i odpocząć. Ona, z zawodu psychoterapeutka, pracuje w domu (chociaż nie musi), kilka razy w tygodniu spotyka się ze swoimi pacjentami, dba o dom i męża, jak na idealną drugą połowę przystało, nie zadaje niewygodnych pytań, przymyka oko na jego przygodne romanse, bo w ostateczności on i tak zawsze wraca do niej, do wspólnego, wygodnego życia, które razem stworzyli.

Owo „zawsze wraca” działało do czasu, aż najnowsza kochanka Todda, o połowę młodsza od niego Natasha (córka jego – ponoć – najlepszego kumpla) zachodzi w ciążę. Wtedy – wydawać by się mogło – idealny świat Jodi i Todda wali się w gruzy. On postanawia poślubić „tę drugą” i założyć prawdziwą rodzinę. Jodi grozi utrata wszystkiego, co dotąd posiadała i zostanie z niczym – jej związek z Toddem był niesformalizowany, a takie małżeństwo zwyczajowe nic nie znaczy w obliczu prawa. Na nic te wszystkie wspólne lata, tolerowane romanse, obiadki i służenie partnerowi pomocą, oparciem itp. – Jodi bezceremonialnie zostaje wymieniona na nowszy model. Przed utratą dosłownie wszystkiego może ją uratować jedynie zapis w testamencie Todda, który (jeszcze) czyni z niej jego spadkobierczynię…

Obserwujemy rozpad wieloletniego związku z dwóch perspektyw: Jodi i Todda. Trzeba przyznać, są to dwa różne punkty widzenia – Harrison musiała sporo wysiłku włożyć w tworzenie tych postaci. On zachowuje się jak typowy facet przechodzący kryzys wieku średniego, chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko: planuje ślub z młodszą kochanką (nie ma problemu z porzuceniem kobiety, z którą dotychczas żył jak mąż z żoną – tyle że bez papierka), a jednocześnie kombinuje, jak najmniejszym kosztem zachować kawałek „starego” życia – spotykać się z byłą partnerką na okazjonalny seks czy po pracy przychodzić do niej w poszukiwaniu wytchnienia od młodej narzeczonej. Ona z kolei – jak to psychoterapeuta – analizuje wszystko, co się dzieje w jej życiu. Starała się jak mogła, aby nie powtórzyć błędów matki, jednak okazuje się, że zmierza dokładnie w tym samym kierunku.

Każdy z pojawiających się w powieści bohaterów irytuje swym zachowaniem – ale może dla tego, że są oni tak po ludzku czasami głupi? Todd ze swoim kryzysem, Jodi całkowicie zależna od partnera, a nawet młodziutka irytująca Natasha.  Nie, „W cieniu” thrillerem, moim zdaniem, nie jest. Nie wbija w fotel, nie trzyma w napięciu, akcja toczy się raczej leniwie, siedzimy w głowach bohaterów i razem z nimi rozważamy ich życie, szukamy momentu, w którym uczucie się wypaliło i zastąpiło je przyzwyczajenie, rutyna i udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

„W cieniu” to nie thriller, to opowieść o nieszczęśliwych, zagubionych ludziach, którzy zapomnieli, jak być ze sobą naprawdę i gdzieś po drodze pozwolili łączącemu ich uczuciu uschnąć i umrzeć.

***

Autor:  A.S.A. Harrison

Tytuł/Tytuł oryginału: W cieniu/The Silent Wife

Tłumaczenie: Dorota Malina

Ilość stron: 352

Miejsce i rok wydania: Kraków 2015

Wydawnictwo: Znak Literanova

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

znak_literanova_300

Advertisements

8 comments on “A.S.A. Harrison, „W cieniu”

  1. Joanna Malita
    Maj 23, 2015

    Ojj, nie. W sensie, thriller to może jeszcze bym czytała, ale ostatnio jakoś nie leżą mi takie zagubione, nieszczęśliwe opowieści.
    PS. Nowości na stronie – zacności!

    • Agnieszka
      Maj 23, 2015

      Joanno, Ty zawsze takie miłe rzeczy piszesz ❤ ❤ ❤
      Fakt, trochę ciężko się czytało, zwłaszcza rozważania Jodi-psychologa, która na każdą sytuację/każde słowo miała fachowa teorię i dokładnie wszystko analizowała.

  2. tommyknocker
    Maj 24, 2015

    Irytujący bohaterowie to coś, czego nie lubię w książkach. I chyba nic nie stracę, jeżeli nie przeczytam tej książki.
    pozdrawiam 🙂

    • Agnieszka
      Maj 25, 2015

      Masz rację, za dużo nie stracisz. zwłaszcza że masz tyyyle fajnych książek u siebie! Moja lista „do przeczytania” wydłuża się za każdym razem, kiedy do Ciebie zaglądam 🙂

  3. 5000lib
    Wrzesień 3, 2015

    A będzie nowy wpis?

    • Agnieszka
      Wrzesień 3, 2015

      Będzie na pewno 🙂 Trochę się zafiksowałam ostatnio na firmowych książkach – a nie bardzo chcę o nich pisać, żeby nie uprawiać kryptoreklamy. Właśnie pracuję nad jedną, którą szczerze polecam osobom, którym podobały się: „Wszystko za życie”, „Jedz, módl się i kochaj”, „Dzika droga” i które lubią czasem obejrzeć/poczytać coś autorstwa Bear’a Grylls’a 🙂

      • 5000lib
        Wrzesień 3, 2015

        Nie wiem, czy dla mnie, ale przeczytam, wpis, na pewno.

      • Agnieszka
        Wrzesień 3, 2015

        Może jeszcze w tym roku nowa notka będzie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: