Bookomaniaczki podróże literackie

Charles Portis, „Prawdziwe męstwo”

prawdziwe-mestwoCytując tytułowy utwór jednego z albumów Pana Grechuty, zakrzyknę „Wiosna – ach to ty”! Co prawda, u mnie, w Białymstoku, bardziej wiosennie było wczoraj, dziś jest szaro, pochmurno i mało optymistycznie, ale nie ulega wszelkiej wątpliwości, że zimę mamy już definitywnie za sobą. W ramach wiosenny porządków, wprowadzania pozytywnych zmian w życie i autokołczingowania, zamiast myć okna w mieszkaniu, po raz kolejny zrywam pajęczyny z bloga i przepędzam w kąt pająki i nietoperze, które się tu zalęgły ostatnimi czasy. Dziś chciałabym Wam przedstawić jedną z najfajniejszych książek ever – taką, którą naprawdę warto polecić. Taką, którą śmiało mogę nazwać jedną z lepszych pozycji, jakie dane mi było przeczytać. Taką, która wywoła uśmiech i wciągnie do tego stopnia, że ciężko będzie choć na chwilę oderwać się od lektury i przestać śledzić perypetie bohaterów. Taką, do której będzie się chciało wrócić.

„Prawdziwe męstwo” po raz pierwszy wydane zostało w 1968 roku, o jego ewidentnym sukcesie itrue grit 1969 popularności świadczyć może fakt, że rok później pojawiła się ekranizacja ze słynnym Johnem Waynem wcielającym się w rolę Roostera Cogburna. Kilka dekad później, w 2010 roku, dzieło Portisa postanowili przenieść na ekran sami bracia Coen – i od momentu, w którym obejrzałam film, gorąco zapragnęłam, aby książkowy pierwowzór znalazł się na mojej specjalnej półce, tuż obok „Braci Sisters”. Popełniłam jedynie ten (w tym przypadku niewielki) błąd, że ekranizację Coenów widziałam wcześniej – i podczas lektury słyszałam w głowie bohaterów przemawiających głosami Jeffa Bridgesa, Matta Damona, Haillee Steinfield i Josha Brolina. Ale do rzeczy.

true gritCzternastoletnia Mattie Ross opuszcza wygodne domostwo i pogrążoną w żałobie matkę, by zająć się formalnościami związanymi ze sprowadzeniem zwłok ojca do domu w celu zapewnienia mu właściwego pochówku. Jednakże to tylko (mniejsza) połowa planu Mattie – zamierza ona bowiem znaleźć i przykładnie ukarać niejakiego Toma Chaney’a, który położył trupem i obrabował głowę rodziny Ross. W zadośćuczynieniu sprawiedliwości ma pomóc dziewczynce Rooster „Kogut” Cogburn – jednooki szeryf balansujący na granicy prawa, bezlitosny drań, twardziel nad twardziele, człowiek, który nie wie, co to strach[1], gotów wyprawić się w pościg aż na Terytorium Indiańskie (w zasadzie, wszystko mu jedno, gdzie i co robi – byleby otrzymał zapłatę, a gorzałka płynąca w jego krwi utrzymywała stały poziom i odpowiednie proporcje w stosunku do pozostałych płynów ustrojowych).

W tak zwanym międzyczasie okazuje się, że Chaney’a – za inne przewinienia wobec prawa – szuka również Strażnik Teksasu, LaBoeuf. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Cogburn i LaBeouf postanawiają sami ruszyć w pościg, zostawiając Mattie w forcie Smith. Plan się nie udaje, ponieważ rezolutna i żądna sprawiedliwości dla swego zmarłego tatki dziewczynka rusza ich śladem. Perypetie tej niezwykłej trójki dostarczają nam wielu okazji do śmiechu, kiedy to jesteśmy świadkami, jak z roli balastu Mattie staje się kimś w rodzaju towarzysza podróży (może nie do końca pełnoprawnego, ale jednak towarzysza). Obserwujemy też ówczesny Dziki Zachód oczami nastoletniej dziewczynki – dziecka jeszcze, które rozbraja nas typowo dziecięcą naiwnością i sposobem postrzegania świata. Fabuła jest prosta jak drut, nieskomplikowana i konsekwentnie zmierza w ku doskonale znanemu nam końcowi. Jednak nie zmienia to faktu, że Portis napisał naprawdę kawał dobrej powieści.

Od zawsze lubię westerny. Zaczęło się od telewizji: pamiętam filmy z lat 60., oglądane w weekendowe popołudnia,  w których to dzielny stróż prawa zazwyczaj przedkładał czynienie dobra ponad własne szczęście, i odjeżdżał samotnie w kierunku zachodzącego słońca, by zwyciężyć nad złem i powrócić w blasku chwały lub zginąć, próbując naprawić świat. Niemal nałogowo oglądałam też animowaną serię o perypetiach kultowego Lucky Luke’a. Nieco później, po wizycie w bibliotece, zaczęłam przygodę z powieściami K. Maya, J.F. Coopera, co ugruntowało moje zamiłowanie do powieści przygodowych, mniej lub bardziej Dzikiego Zachodu, Indian, szeryfów, pojedynków w samo południe, napadów na banki i pogoni za bandytami. Być może dlatego też tak bardzo do gustu przypadła mi powieść Charlesa Portisa – i nie przeszkadzała mi tu nawet pierwszoosobowa narracja, za którą zazwyczaj nie przepadam.

Jeśli Wy również lubicie westerny, na pewno nie pożałujecie czasu poświęconego lekturze „Prawdziwego męstwa” – znajdziecie w nim wszystko: pościgi za złoczyńcami, włóczęgę po terytorium należącym do Indian, upadłego, ale mimo wszystko prawego szeryfa-pijaka, zasadzki, fortele i strzelaniny oraz prawdziwie odważnych ludzi. A wszystko to doprawione szczyptą komizmu, sarkazmu i ironii, odzierających XIX-wieczny Dziki Zachód z idealistycznej otoczki, do jakiej byliśmy przyzwyczajeni. To prawdziwa czytelnicza uczta!

Polecam także film🙂

***

Autor: Charles Portis

Tytuł/Tytuł oryginału: Prawdziwe męstwo/True Grit

Tłumaczenie: Robert J. Szmidt

Ilość stron: 280

Miejsce i rok wydania: Katowice 2010

Wydawnictwo: Sonia Draga

P2_ksiazka_za_grosze

[1] C. Portis, Prawdziwe męstwo, Warszawa 2010, s. 27.

13 comments on “Charles Portis, „Prawdziwe męstwo”

  1. Joanna Malita
    Marzec 23, 2015

    Ooo, a ja nie wiedziałam, że to książka! Proszę, się człowiek dowie tyle rzeczy.
    Dobrze, żeś powróciła😉

    • Agnieszka
      Marzec 23, 2015

      Cieszę się, żem przydać się mogła (raz na jakiś czas)🙂

  2. Kamil Nowak
    Marzec 23, 2015

    Och, książka świetna, a i film (ten najnowszy) genialny. Czuć ten klimat. Wspomniałaś „Braci Sisters”… Dla mnie „Prawdziwe męstwo” jest jeszcze lepsze.🙂

    • Agnieszka
      Marzec 23, 2015

      „Prawdziwe męstwo” czy „Bracia Sisters”? Mam olbrzymie problemy z wszelkiego rodzaju procesami decyzyjnymi, więc nawet nie próbuję się opowiedzieć za którąkolwiek🙂
      A film Coenów jest prześwietny!

      • Kamil Nowak
        Marzec 23, 2015

        „Prawdziwe męstwo”.🙂 Mi jakoś „Bracia Sisters” aż tak nie podeszli. Jednak z uwagi na to, iż książkę porównywano do prozy Cormaca McCarthy’ego, nie mogłem się oprzeć. Cóż, autorowi do poziomu McCarthy’ego jeszcze trochę brakuje.

      • Agnieszka
        Marzec 23, 2015

        DeWitt się (może) jeszcze rozpisze, „Bracia…” to dopiero jego druga książka🙂
        Ale przy okazji ciekawa kwestia nam wypłynęła – porównania młodych autorów do uznanych twórców, co w większości przypadków nie zawsze sprzyja książce. Od dobrych kilku miesięcy mam na półce „Wszechświat kontra Alex Woods”, z krzyczącymi z okładki: „Pokochaliście bohaterów ‚Sekretnego dziennika Adriana Mole’a’, ‚Lotu nad kukułczym gniazdem’, ‚Buszującego w zbożu’ oraz ‚Życia Pi’? – i chyba nie moge się do tej książki przekonać właśnie z powodu zbyt dużej, według mnie, ilości porównań do znanych utworów.

  3. Bombeletta
    Marzec 28, 2015

    Ooo! To jest na podstawie powieści? Jest książka?❤❤❤ Widziałam obydwie ekranizacje – uroczą z Waynem i mroczną Coenów i UWIELBIAM❤ Ale mi teraz narobiłaś ochoty!❤

    • Agnieszka
      Marzec 28, 2015

      Obejrzenie ekranizacji Coenów dało mi tyle, że przy czytaniu książki słyszałam w głowie głosy poszczególnych bohaterów😀
      Książkę polecam – oszczędny styl, perspektywa nastoletniej dziewczynki (z perspektywy bohaterki już dorosłej). Dosłownie połknęłam ją za jednym posiedzeniem🙂
      Przy okazji – WAB wydaje/wydało(?) western, który porównywany jest do True Grit i twórczości Cormaca McC.🙂

      • Kamil Nowak
        Marzec 29, 2015

        A jaki tytuł nosi ten western? Chętnie sprawdzę. Niestety wyszukiwarka na stronie wydawnictwa jest kiepska.😦

        Odpowiedź do poprzedniego komentarza (nie wiem czemu, ale nie działa mi funkcja reply): Tak to jest z tymi porównaniami. Ja osobiście długo zabieram się do mocno reklamowanych i omawianych w mediach książek. Druga sprawa, że zwykle skupiam się na literaturze faktu, więc, chcąc nie chcąc, siedzę w niszy, gdyż bez względu na to jak popularny jest np. jakiś reportaż, publikacja taka nigdy nie trafia na półki top 10. Może jedynie zajmować wysoką „pozycję” w swoim gatunku. Książka Portisa jest więc swego rodzaju wyjątkiem w moim dorobku czytelniczym.🙂

      • Agnieszka
        Marzec 29, 2015

        Chodzi mi o „Bez litości” Jamesa Scotta: https://www.goodreads.com/book/show/24625721-bez-lito-ci
        Ciekawa jej jestem mocno. Biorę poprawkę na to, że to jest debiut, że to „western w konwencji thrillera”, i że – tu wracamy do naszego wątku porównań debiutantów – porównanie pisania Scotta do twórczości McCarthy’ego (kolejny potencjalny następca czyżby?) może być jedynie chwytem marketingowym, ale jestem tytułem zainteresowana bardzo (no i okładka też do mnie przemawia)🙂
        A powieść Portisa przeglądam ponownie – w poszukiwaniu inspirujących (i nie tylko) cytatów🙂

  4. Pingback: Tydzień Blogowy #4 | Wielki Buk

  5. AnnRK
    Marzec 29, 2015

    Znam tylko film i dopiero niedawno dowiedziałam się o istnieniu książki. Koniecznie muszę nadrobić.

    • Agnieszka
      Marzec 29, 2015

      Zachęcam do nadrobienia bardzo! Coenowie dość wiernie oddali klimat powieści (jeśli to ich ekranizację oglądałaś). Jeśli spodobał Ci się film – książkowy oryginał również powinien Ci dostarczyć pozytywnych wrażeń czytelniczych🙂
      Dziękuję ślicznie za odwiedziny!🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: