Bookomaniaczki podróże literackie

Jonathan Carroll, „Kąpiąc lwa”

kąpiąc lwaNa kolejną powieść Jonathana Carrolla wielbiciele jego prozy musieli czekać 6 lat. Ich cierpliwość w końcu się opłaciła – „Kąpiąc lwa” zabiera czytelników w miejsce, w którym jawa przeplata się ze snem. Tak się złożyło, że zbyt wielu książek Carrolla nie czytałam, nie mam zatem porównania jego najnowszego dzieła z utworami dotychczasowymi. W związku z powyższym, bardzo przyjemnie czytało mi się „Kąpiąc lwa”, mimo że spotkałam się z opiniami wielu fanów tego amerykańskiego pisarza, że najnowsza książka ich rozczarowała (w najlepszym wypadku: szału nie było).

Wydawać by się mogło, że dostaniemy całkiem zwyczajną powieść obyczajową. Zaczyna się dość normalnie: jesteśmy świadkami małżeńskiej kłótni. Między Deanem a Vanessą przestało się układać już jakiś czas temu, oboje żyli ze świadomością, że ich małżeństwo przechodzi poważny kryzys, jednak żadne z nich nie zdecydowało się na podjęcie kroków mających na celu rozwiązanie zaistniałego problemu – aż do teraz. Padają gorzkie słowa, te niewypowiedziane wiszą w powietrzu, zagęszczając atmosferę. Autor ze znawstwem oddaje w tej początkowej scenie odczucia bohaterów, pozwalając nam wniknąć w ich myśli i poznać skrywane emocje i sekrety.

Stopniowo poznajemy też innych bohaterów, żyjących w tym samym prowincjonalnym miasteczku, będących w ten czy inny sposób ze sobą powiązanych. Mamy starszego mężczyznę, który nie może pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony, szefową Vanessy, której w końcu udało się znaleźć kochającą i kochaną partnerkę oraz współpracownika Deana, który jest jednocześnie kochankiem jego żony. Relacje między nimi wszystkimi są dość specyficzne. Jakby tego było mało – pewnej nocy całej piątce śni się ten sam, niesamowity sen.

I w tym momencie pozornie prosta i nieskomplikowana fabuła zaczyna wymagać od czytelnika skupienia. Razem z bohaterami przenosimy się do świata z pogranicza jawy i snu. Tu wszystko jest możliwe – nie dziwi pojawienie się różowej słonicy z tajemniczą mapą na ciele czy ruchomych, ożywionych i gadających przedmiotów. I jak to ze snami bywa – niczego nie możemy być pewni. Wydaje nam się, że już się odnaleźliśmy w świecie wykreowanym przez Carrolla, a w chwilę później okazuje się, że wzięliśmy senny majak za rzeczywistość. Przenosimy się w czasie i przestrzeni, przeżywamy ponownie niektóre sytuacje, nie mając jednak wpływu na przeszłe zdarzenia. Z każdą stroną przekonujemy się, że związek między nieznajomymi – na pierwszy rzut oka – osobami jest bardzo silny i że nie bez powodu znalazły się one w tym samym miejscu o tym samym czasie, śniąc ten sam sen.

„Kąpiąc lwa” pobudza do rozważań, jak już uda nam się trochę odnaleźć w przemieszanych czasoprzestrzeniach i zaczynamy się zastanawiać nad niektórymi kwestiami poruszanymi przez bohaterów. Na pierwszy niejako plan wybija się kwestia przemijania i tego, jak zapamiętujemy nasze życie i jak zapamiętają nas inni. Odnosiłam wrażenie, że między tymi przenikającymi się płaszczyznami realno-fantastycznymi (z przewagą tego drugiego) przebija się dość często nawoływanie do przeżywania jak najlepiej naszego życia, do poświęcania czasu bliskim i nie skupiania się na przedmiotach. Pojawiają się również odwieczne pytania o sposób funkcjonowania świata i istnienie sił wyższych, dbających o sprawne funkcjonowanie tego mechanizmu. Odwiecznemu porządkowi świata zaczyna zagrażać Chaos, który powstrzymać mogą mechanicy, do tej pory dbający o właściwe funkcjonowanie kosmosu. Wreszcie – czy istnieje życie przed/po życiu?

Wiadomo – ilu jest czytelników, tyle istnieje różnych sposobów odbioru danej książki. Najnowsza książka Jonathana Carrolla nie jest lekturą „na raz”. Jest wielowątkowa, czasem pozbawiona porządku, do którego przywykliśmy, i wielopłaszczyznowa – jak nasze sny. Każdy z nich można odczytać na kilka sposobów. Tak samo jest przy czytaniu „Kąpiąc lwa” – w najmniej spodziewanych momentach nachodzą nas różne myśli, sprowokowane tym czy innym fragmentem. Planuję przeczytać ją jeszcze raz – tym razem z ołówkiem w ręku, zaznaczając co ważniejsze (według mnie) fragmenty.

***

Autor: Jonathan Carroll

Tytuł/Tytuł oryginału: Kąpiąc lwa/Bathing the Lion

Tłumaczenie: Jacek Wietecki

Ilość stron: 320

Miejsce i rok wydania: Poznań 2013

Wydawnictwo: Rebis

Tekst został napisany dla portalu

leidis

21 comments on “Jonathan Carroll, „Kąpiąc lwa”

  1. zajeckicajec
    Maj 20, 2014

    Ja jeszcze nie czytałam, ale kiedyś dostałam i mam na półce. Mam nadzieję, że ten lekki nieporządek nie zniechęci mnie do książek Jonathana, bo wydaje się interesująca🙂

    • Agnieszka
      Maj 20, 2014

      Nie znam się na tyle, aby ryzykować wypowiadanie się na temat stylu i cech pisarstwa Carrolla, ale „Kąpiąc lwa” zachęciła mnie do nawiązania bliższej znajomości z wcześniejszą twórczością tego pisarza🙂

      • zajeckicajec
        Maj 20, 2014

        No to w takim razie musi być całkiem pozytywnie, pewnie szybko na nią czasu nie znajdę, ale zapewne przeskoczyła do góry o kilka miejsc na liście😉

      • Agnieszka
        Maj 20, 2014

        Myślę, że nie będziesz żałowała🙂

  2. Lolanta
    Maj 21, 2014

    Przymierzam się do powtórki z Carrola już od jakiegoś czasu. Czytałam dość sporo jego książek na studiach, ale muszę przyznać, ze po latach wszystkie razem mi sie zlewają ze sobą, nie potrafię odróżnić jednej od drugiej. Może warto w takim razie zacząć od najnowszej jego książki, skoro polecasz🙂

    • Agnieszka
      Maj 21, 2014

      Czytałam gdzieś, że to dość średnia książka jest. Jednak – jako osoba znająca może ze 2 tytuły Carrolla – jestem usatysfakcjonowana i (o czym wspomniałam) zamierzam się zabrać za jego wcześniejsze teksty🙂

  3. Bombeletta
    Maj 21, 2014

    Ooo! Lata temu czytałam kilka powieści Carrolla, ale jakoś tak szybko skończyła się nasza przygoda. „Kąpiąc Lwa” brzmi rewelacyjnie – aż mi się zachciało przeczytać😀

    • Agnieszka
      Maj 21, 2014

      Myślę, że może Ci się spodobać🙂
      No i ma świetną okładkę – aż chce się dotykać :>

  4. Luka Rhei
    Maj 21, 2014

    Zastanawiam się juz od lat co takego tkwi w tym Carrollu. Próbowałam, starałam się, ale dla mnie jest zbyt prosty chyba…

    • Agnieszka
      Maj 21, 2014

      Nie odpowiem Ci na pytanie: co w nim tkwi – ponieważ tak naprawdę dopiero planuję bliżej poznać twórczość Carrolla (może wtedy uda mi się dowiedzieć, co takiego owa twórczość w sobie ma). Jeśli po dwóch czy trzech jego książkach przeczytanych w krótkim czasie nie będę miała dość – wiedz, że coś się dzieje🙂

  5. Joanna Malita
    Maj 21, 2014

    Ja byłam bez reszty zachwycona „Krainą Chichór” i „Zakochanym duchem” i nawet lubię ten Carrolowy stan pomieszania. Kompletnie zapomniałam o „Kapiąc lwa”, dzięki za przypomnienie, bo jak dorwę, to przeczytam z pewnością ;))

    • Agnieszka
      Maj 21, 2014

      Przypominajka – to moje drugie imię🙂
      „Zakochanego ducha” mam na półce (wstyd się przyznać, gdzie i za ile ją kupiłam) – oczywiście, nie przeczytałam do tej pory, jednak po „Kąpiąc lwa” postaram się to szybko nadrobić, zwłaszcza że książka pod ręką jest (no i skoro Ci się bardzo podobała…)🙂

      • Joanna Malita
        Maj 21, 2014

        Ale też nie za szybko, wydaje mi się, że książki Carrolla trzeba sobie dawkować – żeby jednak ten klimat trochę zapomnieć i go odkrywać na nowo🙂

      • Agnieszka
        Maj 22, 2014

        Coś w tym jest!

  6. tommyknocker
    Maj 23, 2014

    Dawno nie czytałem Carrolla. Pamiętam, jak przed laty zrobiła na mnie wrażenie „Kraina chichów”.. Muszę pomyśleć o powrocie do książek tego autora.

    • Agnieszka
      Maj 26, 2014

      Zachęcam do powrotu – tylko racjonalnego, żebyś za szybko przesytu nie odczuł🙂

  7. Damian
    Czerwiec 20, 2014

    Mam już na polce i myślę, że mi tez się spodoba, oby🙂 Lekturę zostawię sobie na wakacje.

    W wolnej chwili zapraszam do siebie

  8. tanayah
    Lipiec 27, 2014

    Czytałam kiedyś dwie czy trzy książki Carolla i pamiętam, że zrobiły na mnie spore wrażenie. Chętnie bym przeczytała „Kąpiąc lwa”, pamiętam, że już po opisie mnie zaciekawił… Chyba muszę wciągnąć go na moją listę must-read, bo znowu zapomnę o tym tytule😉

    • Agnieszka
      Lipiec 27, 2014

      Koniecznie na listę dodaj!🙂
      Przekonałam się o skuteczności list „do przeczytania” – przy tak dużej liczbie tytułów do poznania tylko prowadzenie indeksu może nas uratować🙂

      • tanayah
        Lipiec 27, 2014

        Dokładnie! Już dawno taką prowadzę na Lubimy Czytać, inaczej bym się dawno pogubiła😀 Nieraz nawet nie pamiętam, że coś czytałam… Takie, wiesz, książkowe przeciętniaki. Patrzę na te listy i sobie myślę „Co, u licha ciężkiego, mam już taką sklerozę?!”😛 No niestety…

      • Agnieszka
        Lipiec 27, 2014

        🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: