Bookomaniaczki podróże literackie

Dan Brown, „Inferno”

infernoGdyby tak ktoś podszedł i ozwał się w te słowa: Psioczysz ty, niewiasto, na to Brownowe „Inferno”, ilekroć jego temat wywołan w dyskusyi zostanie a tobie do słowa dojść współuczestnicy owego dyskursu pozwolą. Że opasłe tomisko, że znajomy schemat, że czasem się rozwleka, że gorsze od „Aniołów…”. Godzi się tak? Zali lektura nie przysporzyła ci chwil przyjemnych, do tego stopnia, że niepomna obowiązków i konieczności porannego w dni powszednie zrywania się skoro świt i wysilania szarych komórek ku chwale szefa, nocami z imć panem Langdonem śladami przez Dantego wyznaczonemi podążałaś? Prawda-li to, że czasu spędzonego z tym tomiszczem za stracony nie uważasz? Ano prawda – musiałabym odrzec. Bo mimo mieszanych odczuć, nie mogę się zdobyć na odradzenie komukolwiek lektury „najnowszego” Browna. Natomiast mogę go polecić – na wieczór bez planu, na deszczową pogodę, jako alternatywę dla telewizji i internetu.

Dawno, dawno temu, z wypiekami na twarzy czytałam „Kod Leonarda da Vinci”, później – z większym nawet zainteresowaniem – zagłębiłam się w lekturę „Aniołów i demonów”, które do dziś uważam za najlepszą książkę Browna. Wierną fanką twórczości tego amerykańskiego pisarza nie jestem, jednakże należy mu przyznać – „Kod” był czymś innym, powiewem świeżości w literaturze popularnej, ale to miało miejsce ponad dekadę temu i przez ten czas zdążyło się pojawić sporo innych „nowości”. Jednak fakt, że Dan Brown nie produkuje kolejnych książek masowo i pojawiają się one w sporych odstępach czasowych sprawia, że kolejne jego tytuły cieszą się sporym zainteresowaniem czytelników.

W porównaniu z wcześniejszymi powieściami „Inferno” wypada stosunkowo blado, ale nadal potrafi dostarczyć sporo rozrywki – jeśli nie odstraszy nas już na samym początku objętość tomiszcza oraz, już czytając, przymkniemy oko na pewne nieścisłości – zwłaszcza na zagiętą czasoprzestrzeń (ach, gdybym była w stanie w ciągu jednego dnia zrobić chociaż małą część tego, co robi główny bohater powieści…).

Jak możemy się spodziewać – również i tym razem genialny profesor Langdon, ścigając się z nieznanym wrogiem i czasem, będzie podążał za wskazówkami ukrytymi w arcydziełach sztuki (moja wewnętrzna bogini, lubująca się w historii sztuki entuzjastycznie fika koziołki, nie mogąc się doczekać wykładów na temat danego dzieła/miejsca/osoby spowalniających galopującą akcję). Przewodnikiem w tej niebezpiecznej wędrówce będzie sam Dante Alighieri – autor „Boskiej komedii” – a towarzyszką piękna i tajemnicza doktor Sienna Brooks.

Aby nieco odświeżyć i uatrakcyjnić schemat powieści, doskonale znany czytelnikom z poprzednich książek, Brown trochę poprzestawiał kolejność zdarzeń: Langdon budzi się w szpitalu, nie pamiętając co robił przez ostatnie kilkadziesiąt godzin (musi więc odtworzyć minione dwa dni, podążając własnymi śladami i na nowo rozszyfrowywać rozwiązaną już zagadkę). Nim profesor zdąży sobie cokolwiek przypomnieć, zmuszony jest do ucieczki przed morderczynią czyhającą na jego życie. Tak oto rozpoczyna się szaleńczy wyścig, w którym stawką są przyszłe losy ludzkości. Dość szybko okazuje się, że głównym czarnym charakterem jest szalony naukowiec, w nader specyficzny sposób próbujący uporać się z problemem przeludnienia naszej planety. Gdzieś na marginesie lektury rodzi się pytanie (a przynajmniej ja o tym myślałam), czy rzeczywiście Ziemię, a wraz z nią całą ludzkość, czeka zagłada, czy teorie naukowca-fanatyka mogą być prawdopodobne oraz gdzie przebiega granica między geniuszem a szaleństwem.

Akcja pędzi na łeb na szyję, „Inferno” czyta się szybko i przyjemnie (jeśli nie będziemy się za bardzo przejmować wspomnianą już powyżej zagiętą czasoprzestrzenią – akcja powieści dzieje się w dużej mierze jednego dnia, a bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce niemal z prędkością światła). Krótkie rozdziały utrzymują ciekawość czytelnika, a wstawki dotyczące dzieł sztuki czytałam z wielkim zainteresowaniem. Mimo wszystko, w porównaniu z „Aniołami i demonami” każda inna powieść Dana Browna, również i „Inferno”, będzie gorsza.

***

Autor: Dan Brown

Tytuł/Tytuł oryginału: Inferno

Tłumaczenie: Robert J. Schmidt

Ilość stron: 592

Miejsce i rok wydania: Katowice 2013

Wydawnictwo: Sonia Draga

23 comments on “Dan Brown, „Inferno”

  1. Lolanta
    Marzec 9, 2014

    Mimo wszystko, brzmi ekscytujaco. Mam zamiar niedlugo zabrac sie za Inferno, ale tez troche sie obawiam, ze nie bedzie to taka przyjemnosc, jak kiedys „Anioly i demony”.

    • Agnieszka
      Marzec 9, 2014

      Może gdybym dziś przeczytała „Anioły i demony”, podobałyby mi się nieco mniej niż w czasach licealnych (chyba trzeba spróbować)🙂
      Muszę jednak przyznać: „Inferno” pobudziło mnie do spędzenia kilku wieczorów na poszukiwaniu informacji na temat kondycji naszej planety i groźby przeludnienia. I – po podsumowaniu plusów dodatnich z plusami ujemnymi – nie żałuję czasu spędzonego z nowym Brownem🙂

      • Lolanta
        Marzec 9, 2014

        Tez sie nad tym zastanawialam, bo jednak pierwsze ksiazki Browna wyszly tak dawno, a gust literacki, czy nawet same zainteresowania czytalnika i wiedza mocno ewoluuja. Myslalam nawet, czy nie przeczytac Kodu oraz Anioly i demony jeszcze raz, zanim zabiore sie za Inferno, ale stwierdzilam, ze moge miec wtedy przesyc i „zepsuje” sobie nowa ksiazke.

      • Agnieszka
        Marzec 9, 2014

        Zgadzam się co do przesytu. Myślę, że to akurat u Browna jest zaletą – że wydaje raz na jakiś czas nową książkę, i nawet jeśli kiedyś ów przesyt odczuwaliśmy, to po tych kilku latach zapominamy i możemy względnie „na świeżo” do nowej książki podejść. Proponuję najpierw „Inferno”, później (o ile starczy sił) wcześniejsze książki.

  2. miqaisonfire
    Marzec 9, 2014

    Nie przepadam za tym autorem, z tego też względu pewnie nie sięgnę po tę powieść.

    • Agnieszka
      Marzec 9, 2014

      Nie dziwię się🙂 Strasznie nudno byłoby na świecie, gdybyśmy wszyscy czytali to samo🙂

  3. Bombeletta
    Marzec 9, 2014

    Tak dawno nie czytałam nic Browna, że czuję nadchodzące zadowolenie z lektury „Inferno”😀 Sięgnę niebawem, bo zdecydowanie brzmi jak coś na odstresowanie i dobra zabawa z książką🙂

    • Agnieszka
      Marzec 9, 2014

      Niecierpliwie będę czekała na wrażenia z lektury🙂

  4. Joanna Malita
    Marzec 9, 2014

    Azaliż czyż pozostaje mi coś innego, o zacna białogłowo, niż tylko przyklasnąć ochoczo każdemu zdaniu Twojej recenzyji? Wszelako mojeż odczucia podobne są. Przyklaskam zatem. 😀

    • Agnieszka
      Marzec 9, 2014

      Dzięki Ci składam, słowa Twe balsamem dla duszy mej są:)

  5. takitutaki
    Marzec 10, 2014

    Browna lubię za to tempo i te krótkie rozdziały hehe brnie się przez jego książki strasznie szybko.. a mi z jego książek podobała się jeszcze Cyfrowa twierdza.. a Twoja opinia o Inferno potwierdza to czego się spodziewałem po tej książce czyli tempo i schemat bez zmian.. dlatego w niedalekiej przyszłości pewnie sięgnę po nią🙂

    • Agnieszka
      Marzec 10, 2014

      „Cyfrowej twierdzy” zbytnio nie kojarzę, chyba jakoś przez mózg przemknęła niezapamiętana (jak starczy życia, zajrzę do niej kiedyś ponownie, dla odświeżenia)🙂

  6. Onibe
    Marzec 11, 2014

    uczciwie napisana recenzja… i pewnie bym się pod nią podpisał, gdybym książkę przeczytał. Ale Browna odstawiłem już na dobre na bok. Zbyt wiele innych, ciekawych książek czeka aby znowu wchodzić do tej samej rzeki😉. Gdybym lubił powtarzalność, to Dan byłby na pierwszym miejscu😉

    • Agnieszka
      Marzec 11, 2014

      Rozumiem – nie każdego interesuje ponowne poznawanie tego, co już i tak jest dobrze znane.
      Natomiast wykłady Langdona o dziełach sztuki czytałam jednym tchem (ehh, żeby na pewnym etapie kształcenia mieć możliwość spotkania podobnej osoby…)🙂

      • Onibe
        Marzec 11, 2014

        to chyba nie do końca to. Czytuję pisarzy mocno szablonowych (np. Davida Webera, Jeffreya Archera itd itp – zjawisko występuje we wszelkich możliwych gatunkach), ale akurat u Browna coś mi z tą szablonowością nie pasi. Wydaje mi się chyba zbyt mocno wykalkulowany😉. Taki literacki Machiavelli ;-D

      • Agnieszka
        Marzec 11, 2014

        „Literacki Machiavelli”? (określenie z dniem dzisiejszym na stałe wchodzi do mojego słownika) Aż takiego geniuszu bym jednak Brownowi nie przypisywała🙂

      • Onibe
        Marzec 11, 2014

        Hehe… może nie tyle o geniusz chodzi co raczej o wyrachowanie i spryt.

      • Agnieszka
        Marzec 11, 2014

        Mimo wszystko nie posądzałabym Browna o taką przemyślność, ale mogę się zgodzić z tym, że mógłby coś nowego wymyślić, a nie tylko zmieniać miejsca akcji, głównego złego i motyw przewodni. Przykład mógłby wziąć z p. Rowling, której „powieści niepotterowe” darzę coraz większą sympatią.

  7. palanee
    Marzec 13, 2014

    Przychodzę do Ciebie z nominacją do Liebster Award – jeśli masz ochotę na udzielenie odpowiedzi na kilka pytań, zapraszam🙂
    http://okonakulture.pl/2014/03/10/ha-czas-odpowiedzi-nominowanie-liebster-award-nadchodzi/

    • Agnieszka
      Marzec 13, 2014

      Dziękuję, aż się zarumieniłam🙂

      • palanee
        Marzec 13, 2014

        Oj niepotrzebnie – zawsze z przyjemnością czytam Twoje recenzje🙂

  8. Akurat przeczytałem książkę. Warsztat książki niczym nie różni się od poprzedników, ale fajnie i szybko się czyta🙂

    • Agnieszka
      Marzec 21, 2014

      🙂 Brown chyba nie nie wymyśli nic odkrywczego, więc tylko tworzenie fajnych, całkiem przyjemnych powieści według tego samego schematu mu pozostaje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: