Bookomaniaczki podróże literackie

John Allyn, „Opowieść o 47 roninach”

opowiesc-o-47-roninachPowieść Johna Allyna kupiłam dobrych kilka lat temu, na jednej z wielu wyprzedaży, podczas których zwykle udawało mi się nieprzyzwoicie obłowić, za cenę tak niską, że nie godzi się publicznie o niej rozprawiać. „Opowieść o 47 roninach” jest amerykańską wersją japońskiej legendy, wywodzącej się z początków XVIII wieku. Umówmy się już na wstępie, że różnie to bywa z jakością amerykańskich wersji. Zresztą – w większości przypadków ciężko wymyślić coś nowego, jeśli bierze się na warsztat jedną z ważniejszych historii w dziejach danej kultury. A legenda o 47 roninach stanowi jeden z filarów kultury japońskiej i słyszał o niej każdy, kto choć trochę interesuje się Krajem Kwitnącej Wiśni.

Pan Asano z Ako, w wyniku konfliktu z jednym z zaufanych dworzan szoguna, Kirą, popełnia przestępstwo, za które musi zapłacić życiem. Kira – mistrz dworskiej etykiety, niezadowolony z faktu, iż Asano nie zamierza odpowiednio hojnie wynagradzać go za wkład włożony w lekcje właściwego zachowania w pałacu szoguna, robi wszystko, aby przy każdej z możliwych okazji doprowadzić do publicznego upokorzenia upartego szlachcica. W końcu Asano nie wytrzymuje i – sprowokowany przez urzędnika – wyciąga broń i atakuje. Mimo iż Kira został tylko lekko draśnięty, już samo wyciągnięcie broni w pałacu szoguna, nie mówiąc o użyciu jej wobec człowieka, stanowiło poważne naruszenie panującego prawa i skutkowało najwyższą karą. Asano zostaje osądzony i skazany na śmierć – ze względu na szlacheckie pochodzenie, wyrok ma wykonać sam, popełniając rytualne samobójstwo.

Majątek Asano zostaje skonfiskowany, a podlegli mu samuraje stają się roninami. Poprzysięgają jednak zemstę Kirze, aby pomścić śmierć pana. Lata zajmie im realizacja planu, w tym czasie będą tułać się po świecie, pracować jako najemnicy, niektórzy z nich poświęcą nawet swój honor, stając się częstymi gośćmi domów uciech. Pozornie rozproszeni, utraciwszy swój status społeczny, cały czas dopracowują plan zabicia Kiry, którego czujność słabnie wraz z upływem czasu. Urzędnik przestaje widzieć w byłych samurajach z Ako zagrożenie, słysząc o ich moralnym upadku. Po miesiącach przygotowań i poświęceń, 47 roninów dokonuje aktu zemsty – wdzierają się do domostwa urzędnika i pozbawiają go życia. Za owo morderstwo, mimo że popełnione dla pomszczenia śmierci lennego pana, wojownicy podzielili los Asano. Ich czyn przyniósł im jednak sławę na wieki, zapewniając im miano bohaterów narodowych.

Allyn przedstawia najsłynniejszą legendę w kulturze japońskiej w sposób prosty, w zasadzie nie wnosząc do znanych treści nic nowego. Obserwujemy proces realizacji planu zemsty z perspektywy roninów – autor przedstawia nam ich rozterki po śmierci pana oraz targające nimi wątpliwości. Nie wszystkim samurajom odpowiada konieczność prowadzenia gry pozorów, mającej na celu uśpienie ostrożności spodziewającego się ataku Kiry, jednakże wszystkim zależy na pomszczeniu śmierci pana. „Opowieść o 47 roninach” pokazuje także poczucie niepewności samurajów o własny los w Japonii, w której coraz większą rolę zaczynała odgrywać społeczność kupiecka. To świetna opowieść o honorze, poświęceniu i gotowości poniesienia śmierci za wyznawanie ideały, ale… to już było. Mam wrażenie, że Allyn nie zrobił nic poza sparafrazowaniem istniejącej od wieków i przetwarzanej na wiele sposobów historii.

Ktoś od dawna interesujący się kulturą japońską, z jednej strony może czuć się lekko zawiedziony dość powierzchownym potraktowaniem legendy (nie ma opisów widowiskowych walk, autor skupił się raczej na przygotowaniach roninów do realizacji planu), z drugiej jednak strony – książka stanowić może wzbogacenie biblioteczki „tematycznej”. Oczywiście, powieść czyta się szybko i bez większych zgrzytów, jednakże jest to lektura na jeden, góra dwa wieczory, wzbudza lekki niedosyt i nie powala na kolana.

***

Autor: John Allyn

Tytuł/Tytuł oryginału: Opowieść o 47 roninach/The 47 Ronin Story

Tłumaczenie: Andrzej Sawicki

Ilość stron: 288

Miejsce i rok wydania: Lublin 2008

Wydawnictwo: Red Horse

Advertisements

33 comments on “John Allyn, „Opowieść o 47 roninach”

  1. Joanna Malita
    Grudzień 31, 2013

    Oj, to szkoda, bo widząc tytuł, cieszyłam się na coś bardziej obiecującego.. cóż, zostaje czekać na popkulturowo obfitą wersję kinową z Keanu Reevesem ;))

    • Agnieszka
      Grudzień 31, 2013

      Film też podobno klapą finansową jest i niewypałem 🙂
      Ale sama się muszę o tym przekonać (chociaż nie wiem, co tam Zombie Boy robi…)

      • Joanna Malita
        Grudzień 31, 2013

        Jakoś nie łudzę się, że będzie to arcydzieło, nastawiam się raczej na niewymagającą intelektualnie dawkę rozrywki 🙂

      • Agnieszka
        Grudzień 31, 2013

        Jak obejrzysz pierwsza – daj znać, czy warto 🙂
        Może się okazać, że Zombie Boy najfajniejszy będzie z tego wszystkiego 🙂

  2. myszkovska
    Styczeń 1, 2014

    Zazwyczaj mam tak, że każdej książce mogę dopisać jakąś swoją historię na marginesie – gdzie ją kupiłam / jakich okolicznościach / gdzie ją czytałam / przy jakiej muzyce (oczywiście).
    Jeśli chodzi o 47 roninów jestem w stanie powiedzieć tylko tyle, że pożyczałam ją koledze ze słowami: „Nie rzuca o ścianę, ale warto tę legendę poznać – nawet w tak nieinteresującej formie.”
    I nic poza tym.

    Swoją drogą, jest to jakiegoś rodzaju wyczyn: być Amerykaninem (w DNA masz wpisane zamiłowanie do heroizmu w kulturze) i opowiedzieć TAKĄ historię w sposób raczej ziewogenny.

    • Agnieszka
      Styczeń 1, 2014

      Rzecz się ma podobnie w przypadku większości amerykańskich „wersji” tudzież „przeróbek”. Widoczne jest to zwłaszcza na ekranach kin/telewizorów itp.(amerykańskie wersje japońskich horrorów czy ekranizacje „Millenium” Larssona).

      • myszkovska
        Styczeń 1, 2014

        Nie wiem czy japońskiej horrory są dobrym przykładem, bo one same w sobie nie są zbyt głębokie i uporządkowane w sensie mitologicznym. Nie mówiąc już o tym, że tak Amerykanie, jak i Japończycy moim skromnym zdaniem popsuli coś tak niezwykle poruszającego jak „Ring”.

        No, i będę bronić Finchera całym sercem. Moim zdaniem uniósł Larssona. Jest to może „skandynawskość” w wersji odtłuszczonej, ale jednak. To jedynym Amerykanin, który mógł nakręcić Millenium bez żenady.

      • Agnieszka
        Styczeń 1, 2014

        Fincher to prawdziwy mistrz („Zodiac”, „Fight Club”, moje ukochane „Siedem”, „Azyl”) – to nie ulega wątpliwości. Ale „Millenium” jednak oryginalne wolę. Poza tym, zawsze bardziej bałam się japońskich horrorów niż ich amerykańskich odpowiedników (chociażby „Nieodebrane połączenie”) 🙂

  3. miqaisonfire
    Styczeń 5, 2014

    Prędzej chyba wybiorę się do kina na film, bo trailer super, a książkę może kiedyś przeczytam, zwłaszcza, że piszesz, że szału nie ma.

    • Agnieszka
      Styczeń 6, 2014

      Film też planuję obejrzeć – opinie są różne, więc wypada osobiście się przekonać, gdzie leży prawda.

  4. Bombeletta
    Styczeń 8, 2014

    Legendę znam, ale szału jakoś nie czuć w tej opowieści… Przynajmniej jest Japonia, są samurajowie, jest zemsta, więc może kiedyś zajrzę 🙂

    Co do zamerykanizowanych wersji – no jakoś tak bywa, że Amerykanie przede wszystkim operują hiperbolą: wszystkiego ma być dużo, na hej, na łup łup, aż głowa boli. Mam wrażenie w kinowej wersji w ogóle nie będzie tej stateczności japońskiej, tego wyciszenia i opanowania. Już po recenzjach i tragicznych ocenach widać, że to nie to.

    A ekranizacje Millenium, zarówno amerykańską, jak i szwedzką – uwielbiam ❤ Obie są doskonałe 🙂

    • Agnieszka
      Styczeń 9, 2014

      Amerykanie robią zajefajne (w większości) ekranizacje komiksów! 🙂

      Nie ma wyjścia – trzeba się wybrać na „47 roninów”, aby się przekonać raz na zawsze, cóż to za dzieło 🙂

      • Bombeletta
        Styczeń 10, 2014

        No właśnie! A komiksy to jedna wielka hiperbola 😀 Czuję, że „47 roninów” będzie filmem tak złym, że aż dobrym 😀

      • Agnieszka
        Styczeń 10, 2014

        Musimy w takim razie obejrzeć i skonfrontować opinie 😀

  5. takitutaki
    Styczeń 10, 2014

    jakoś umknęła mi ta recenzja.. japońskie klimat mogą być ciekawe…

    • Agnieszka
      Styczeń 10, 2014

      Bywają ciekawe – arcyciekawe są na przykład „Opowieści rodu Otori” Lian Hearn 🙂 moim zdaniem 6/6
      „Opowieść o 47 roninach” jest do poczytania, ale bardziej godne polecenia są powieści Lian Hearn 🙂

      • takitutaki
        Styczeń 11, 2014

        o widzisz o książkach Hearn słyszałem i w bibliotece widziałem.. może jak się znów natknę to się zaznajomię 🙂

      • Agnieszka
        Styczeń 11, 2014

        Polecam 🙂

  6. Joanna Malita
    Styczeń 10, 2014

    Chciałam zameldować, że byłam na „47 roninach” i wyszłam naprawdę zadowolona! Z tym, że spodziewałam się koszmarnej szmiry… czasem jest to łopatologia stosowana, widoczki klimatyczne (kij z tym, że węgierskie, boć tam kręcili), kostiumy śliczne. Całość raczej grubo na motywach, ale chciałam iść na coś czysto rozrywkowego i odmóżdżającego i właśnie to dostałam. I był smok ❤

    • Agnieszka
      Styczeń 10, 2014

      (wybieram się jutro) 🙂
      Widziałam smoka w zapowiedziach, i widoczki też 🙂
      A jak Zombie Boy?

      • Joanna Malita
        Styczeń 10, 2014

        (to daj znać)
        Zombie Boy ma przełomową rolę, która trwa… 30 sekund 😀

      • Agnieszka
        Styczeń 10, 2014

        że niby więcej go na trailerze niż w filmie? Oł noł, a ja taką wielką fanką jego jestem 😦

      • Joanna Malita
        Styczeń 10, 2014

        No, to może przesadziłam. 45 sekund.
        (a tak bardzo liczyłam na jakąś wyrafinowaną drugoplanową rólkę!)

      • Agnieszka
        Styczeń 10, 2014

        A to widziałaś? (jak już przy Zombie Boyu jesteśmy)

      • Joanna Malita
        Styczeń 11, 2014

        Uau! Nie!
        Cóż za mina 😀

      • Agnieszka
        Styczeń 11, 2014

        Może go boli, jak ten cały podkład musi z siebie zetrzeć? 🙂

      • Joanna Malita
        Styczeń 11, 2014

        Dla mnie to było raczej jak „ha, no i patrz, jakie ze mnie zaskakujące ziółko, bejb” ^^

      • Agnieszka
        Styczeń 12, 2014

        Widziałam w sobotę film 🙂 Może nawet pokuszę się o popełnienie oddzielnego kilkuzdaniowego posta na ten temat, bo.. nie było źle 🙂

      • Joanna Malita
        Styczeń 12, 2014

        Ooo, to byłoby zacnie, chętnie przeczytam! 😀

  7. Zgred
    Styczeń 25, 2014

    Dobrze wiedzieć, że nie ma szału. Byłem bliski kupienia – poczekam na prawdziwą okazję 🙂

    • Agnieszka
      Styczeń 25, 2014

      Myślę, że w okresie ponoworocznych wyprzedaży uda się ją upolować w rozsądnej cenie 🙂

  8. Onibe
    Luty 22, 2014

    fajny staroć, czytałem pół wieku temu ;-). A historia nadal modna i pewnie nieprędko się to zmieni.

    • Agnieszka
      Luty 22, 2014

      Legendy i baśnie (zarówno rodzime jak i te „obce”, zwłaszcza wschodnie) chyba nie przestaną być popularne. Chciałabym, aby cieszyły się zainteresowaniem jak najdłużej 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: