Bookomaniaczki podróże literackie

Neil Gaiman, „Na szczęście mleko…”

Na-szczescie-mleko“Na szczęście mleko…” to książeczka, która wywoła uśmiech na każdym obliczu! Neil Gaiman dowodzi, że meandry jego wyobraźni są absolutnie niezbadane, a Chris Riddell we wspaniały sposób wizualizuje świat wychodzący spod pióra tego pierwszego. Dzięki owej współpracy dostajemy świetnie ilustrowaną historię, której głównym bohaterem (?) jest.. karton mleka. Coś niesamowitego!

Opowieść rozpoczyna się z pozoru zwyczajnie, nic nie zwiastuje rewelacji, jakie mają nastąpić lada chwila: mama musi wyjechać służbowo, w związku z czym obowiązek kierowania domem i opieki nad dwójką dzieci spada na tatę. Domownicy radzą sobie dość dobrze, póki nie nastaje dzień, w którym wszystko się komplikuje: kończy się mleko. A skoro nie ma mleka, nie ma płatków na śniadanie, nie ma też i herbaty z mlekiem.

Pełniący obowiązki głowy rodziny tata wyprawia się więc do sklepu nieopodal, obiecując zaraz wrócić, jednakże jego nieobecność niepokojąco się przedłuża. Kiedy wreszcie zjawia się z kartonem mleka, zniecierpliwionym pociechom zdaje bogatą w szczegóły relację z perypetii, jakie go spotkały.

Glutowaci kosmici, profesor Stegozaur w Latająco-Kulowym-Transporterze-Osobowym, żądni krwi piraci i niemniej żądne krwi piranie oraz Wumpiry (barrrdzo głodne!), policja międzygalaktyczna, Splod – bóstwo domagające się ofiary z ludzi i kucyki (no bo jak mogłoby zabraknąć kucyków?), zakrzywienie czasoprzestrzeni – nawet nie zdajecie sobie sprawy, w jak ciekawych kombinacjach pojawiają się wszystkie te postacie. Nic, tylko pozazdrościć obu autorom wyobraźni (skąd Gaiman bierze te wszystkie pomysły?) i życzyć im, aby wena nie opuszczała ich jak najdłużej.

„Na szczęście mleko…” liczy zaledwie 160 stron, zapisanych dość dużą czcionką. Trochę szkoda, bo mamy wrażenie, że książka skończyła się zaraz po tym, jak ją otworzyliśmy. Zawsze można przeczytać ją jeszcze raz… i jeszcze dokładniej przyjrzeć się świetnym ilustracjom Riddella. Nie ma wątpliwości, że to pozycja adresowana głównie do młodszego odbiorcy, jednakże ci trochę starsi czytelnicy również nie powinni czuć się zawiedzeni. Ubawiłam się nieźle, odnajdując w książce nawiązania do obecnie supermodnych motywów („miłe, przystojne, nierozumiane wumpiry”, różowe kucyki z bladoniebieskimi gwiazdkami na boku i cała reszta).

Zabawna, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i oryginalnych bohaterów – pozycja dla czytelników w każdym wieku. Polecam na poprawę nastroju i nie tylko.

[przykładowe ilustracje Chrisa Riddella znaleźć można w internecie, np. tu, tu, tu lub tu]

***

Autor: Neil Gaiman

Ilustracje: Chris Riddell

Tytuł/Tytuł oryginału: Na szczęście mleko…/Fortunately, the Milk…

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Ilość stron: 160

Miejsce i rok wydania: Kraków 2013

Wydawnictwo: Galeria Książki

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Galeria Książki

galeria_ksiazki

10 comments on “Neil Gaiman, „Na szczęście mleko…”

  1. Joanna Malita
    Listopad 27, 2013

    Ojj, bardzo tak! Ja jeszcze są kucyki, to już pełnia szczęścia :))

    • missfeather
      Listopad 27, 2013

      Kucyki i wumpiry🙂
      Wumpiry moimi faworytami są zdecydowanie🙂

      • Joanna Malita
        Listopad 27, 2013

        Owszem, zwłaszcza blady i interesujący wumpir Edward!

      • missfeather
        Listopad 27, 2013

        Mój idol!

  2. SABATOWKA
    Listopad 29, 2013

    No i już mamy. Tatuś zobaczył i zaczął czytać dzieciom. Kiedy dojdą do wumpirów?

    • missfeather
      Listopad 29, 2013

      Wumpiry będą mniej więcej w połowie🙂
      Ale piraci na początku też są świetni.

  3. palanee
    Listopad 30, 2013

    No to już wiadomo, jak w szybki sposób poprawić sobie humor w sobotnie popołudnie, gdy deszcz leje, a zimnica i ciemnica na zewnątrz🙂

    • missfeather
      Listopad 30, 2013

      To dobre wyjście🙂
      kolejnym dobrym pomysłem na taką pogodę są książki o Ani Shirley🙂

  4. tommyknocker
    Listopad 30, 2013

    Z Gaimanem to dopiero miałem jedno spotkanie : „Ocean na końcu drogi” był dość dobrą lekturą🙂

    • missfeather
      Grudzień 1, 2013

      „Na szczęście mleko…” na innym biegunie emocjonalnym się znajduje – rozbawi Cię na całego. „Ocean…” raczej w tonie refleksyjno-melancholijnym jest utrzymany (ale więcej powiem, jak w końcu uda mi się doczytać do ostatniej strony)🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: