Bookomaniaczki podróże literackie

Hubert Selby Jr, „Requiem dla snu”

requiem-dla-snuSą książki, którym ekranizacje przysporzyły czytelników, są też i takie, które adaptacja całkowicie zdominowała i przyćmiła, co jest zjawiskiem nieco krzywdzącym, ponieważ czytelnik, obejrzawszy film, rzadko kiedy sięga do literackiego źródła, nie widząc potrzeby obcowania po raz drugi ze znajomą przecież treścią. Przykład powieści „Requiem dla snu” Huberta Selby’ego Jr – niestety –  doskonale obrazuje powyższe stwierdzenie.

„Requiem dla snu” w reżyserii Darrena Aronofsky’ego, z niesamowitą muzyką skomponowaną przez Clinta Mansella, a wykonaną przez Kronos Quartet, dosłownie wbija widza w fotel. Szybkie ujęcia, nagłe zbliżenia, niepokojąca ścieżka dźwiękowa (która później zaczęła żyć swoim życiem, wykorzystywana na wiele różnych sposobów), drastyczne sceny, niepozostawiające wyobraźni zbyt dużego pola do popisu – to wszystko sprawia, że film na trwałe zapada w pamięć.

Chyba każdy, kto miał okazję zapoznać się z nim, zgodzi się ze stwierdzeniem, że „Requiem dla snu” Aronofsky’ego wnika w umysł i daje o sobie znać na długo po zniknięciu z ekranu napisów końcowych. Właśnie skończyłam czytać książkę Selby’ego i muszę przyznać, że w trakcie lektury mózg płatał mi figle, podsuwając migawki z filmu odpowiadające czytanemu fragmentowi, w niespodziewanych momentach rozbrzmiewała mi też w głowie muzyka stworzona przez Mansella. Chwilami czułam się jak jedna z bohaterek, Sara Goldfarb, u której spożywane w nadmiarze tabletki odchudzające wywoływały omamy wzrokowe i słuchowe.

Hubert Selby Jr pokazuje nam zgubne skutki nadmiernego korzystania ze wszelkiego rodzaju używek i konsekwencje uzależnień, w które wcale nie tak trudno wpaść. Nie moralizuje, nie grozi palcem, po prostu – jakby zza szyby – właśnie pokazuje, jak słodycze, leki, telewizja, jedzenie, narkotyki w połączeniu z samotnością, niezrozumieniem czy brakiem miłości mogą ściągnąć człowieka na ten poziom dna, od którego odbicie się już nie jest możliwe. Przeżywamy wszystkie wzloty i upadki bohaterów z bolesną świadomością, że nieuchronnie zmierzają oni ku klęsce, a my nie możemy zrobić nic poza biernym przyglądaniem się rozwojowi wypadków.

Stajemy się świadkami ostatecznej klęski czworga ludzi. Harry, Marion i Tyrone postanawiają zarobić szybkie, łatwe i duże pieniądze, dzięki którym będą mogli spełnić swoje marzenia. Dotychczas tylko kupowali heroinę na własny użytek, teraz zamierzają sprzedawać z zyskiem część posiadanego towaru. Interes kręciłby się sam, oni musieliby tylko „przystopować z tym szajsem, czasem zarzucić trochę dla smaku ale bez ekscesów”[1]. I początkowo wszystko idzie zgodnie z planem, stosik gotówki rośnie, Harry i Marion zaczynają myśleć o wspólnej przyszłości i posiadaniu niedużej knajpki, którą urządziliby za zyski ze sprzedaży narkotyku, Tyrone snuje marzenia o wyrwaniu się z getta i życiu „na poziomie”. Jednak z dnia na dzień ich nałóg się pogłębia, już nie mogą funkcjonować bez porannego wstrzyknięcia dawki heroiny, która pozwala na ucieczkę przed rzeczywistością do świata oddalających się coraz bardziej marzeń. A kiedy znika źródło dostępu do „dynamitycznego” towaru, rozpoczyna się ich nieuchronna droga ku poniżeniu totalnemu, na myśl o którym jeszcze niedawno reagowali obrzydzeniem.

W innej części Brooklynu rozgrywa się dramat matki Harry’ego, Sary. Kobieta mieszka samotnie, pustkę po zmarłym mężu i coraz bardziej oddalającym się synu próbuje zrekompensować wielogodzinnym oglądaniem telewizji, opychaniem się łakociami oraz  ploteczkami z sąsiadkami. Marzy jej się udział w teleturnieju i kiedy pojawia się najmniejsza choćby na to szansa, obsesyjnie pragnie schudnąć, aby móc założyć wiszącą w szafie od lat czerwoną sukienkę, z którą związane są jej najpiękniejsze wspomnienia. Zbyt słaba na przestrzeganie rygorystycznych zasad diety, zgłasza się do lekarza po tabletki odchudzające. Aby przyspieszyć ich działanie, zażywa coraz większe dawki, w wyobraźni widząc siebie występującą w najpopularniejszych programach telewizyjnych.

Życie Sary toczy się głównie w jej głowie. Mieszka samotnie, więc siłą rzeczy skazana jest na rozważanie wielu kwestii w myślach. Poznajemy jej lęki i nadzieje, o których nie mówi nawet najbliższej przyjaciółce, dzielimy z nią również omamy i paranoje, pojawiające się po zażyciu zbyt wielu pigułek na odchudzanie wymieszanych z lekiem na uspokojenie. Autor niezwykle sugestywnie opisał zmagania Sary z ożywającą nagle lodówką wyśmiewającą jej próby zrzucenia wagi czy rytualne niemal jedzenie czekoladek. Dramat pani Goldfarb poruszył mnie bardziej – być może dlatego, że kobieta nie była świadoma czyhającego na nią zagrożenia. Natomiast Harry, Marion i Tyrone w świat narkotyków wkroczyli z pełną świadomością i poczuciem wyższości nad „cieniasami”, „którzy zaćpali i dali dupy”.

Selby nie szczędzi nam drastycznych opisów i nie daje złudzeń – jego bohaterowie skazani są na porażkę, mimo że mają dobre chęci, planują wyjść na prostą i zrealizować marzenia. Brutalna rzeczywistość Brooklynu opisana jest wulgarnym językiem, używanym w „gorszej” dzielnicy Nowego Jorku, realistyczne opisy oddają dominujące wśród mieszkańców przedmieść metropolii poczucie beznadziei. Styl pisania Selby’ego nie ułatwia trudnej i tak lektury – w „Requiem dla snu” nie ma tradycyjnego podziału tekstu, do którego przywykliśmy, wypowiedzi bohaterów zlewają się ze sobą, interpunkcja jest albo jej nie ma, rzeczywistość przenika się ze sferą marzeń i wyobrażeń postaci i czasami nie wiemy, co jest jawą, a co złudzeniem.

„Requiem dla snu” to gorzka opowieść o ludziach zagubionych, od normalnego życia uciekających za pomocą środków odurzających w urojenia, które dają im złudne i krótkotrwałe poczucie spokoju i szczęścia. Pierwsze nasuwające się słowo, jakim mogłabym określić książkę Huberta Selby’ego Jr? Mocna. I jak najbardziej warta przeczytania.

***

Autor: Hubert Selby Jr

Tytuł/Tytuł oryginału: Requiem dla snu/Requiem For A Dream

Tłumaczenie: Elżbieta Gałązka-Salamon

Ilość stron: 304

Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010

Wydawnictwo: Niebieska Studnia


[1] H. Selby Jr, „Requiem dla snu”, Warszawa 2010, s. 15.

17 comments on “Hubert Selby Jr, „Requiem dla snu”

  1. miqaisonfire
    Czerwiec 21, 2013

    Widziałam film i bardzo mi się podobał🙂

  2. Maialis
    Czerwiec 22, 2013

    Najpierw książka, potem film🙂

    • missfeather
      Czerwiec 22, 2013

      Jakieś 10 lat temu jeszcze nie wiedziałam, że film powstał w oparciu o książkę🙂 Zresztą, Niebieska Studnia dopiero niedawno wydała „Requiem”. Jednak gdybym miała możliwość – faktycznie, najpierw przeczytałabym książkę🙂

  3. portokolada
    Lipiec 15, 2013

    Nie chcesz czasem sprzedać tej książki?😉
    Niestety nigdzie nie mogę jej znaleźć, ani w bibliotekach, ani w księgarniach…

    • missfeather
      Lipiec 15, 2013

      Spróbuj odezwać się do wydawnictwa. Ja im napisałam post na facebooku, potem ktoś mi wysłał link, że kilka sztuk jeszcze w empiku było do kupienia. Ostatecznie stanęło na tym, że jak nie kupię w empiku, to może wydawnictwo coś będzie miało, bo wracało do nich to, co się nie sprzedało w księgarni. Sprzedać, niestety, nie sprzedam, ale pożyczyć do przeczytania będę mogła w razie czego🙂

      • portokolada
        Lipiec 15, 2013

        Spróbuję tak zrobić, może jakimś cudem się uda. Niestety zrobiła się z niej książka-widmo, której nigdzie teraz nie ma.
        Dzięki za propozycję – zapamiętam😉

      • missfeather
        Lipiec 15, 2013

        Na allegro 70 złotych kosztuje – mówiąc kolokwialnie „szokłam”. Spróbuj się do Niebieskiej Studni odezwać, ja w tym czasie postaram się ściągnąć moją książkę „z pożyczenia”, żeby w razie czego mieć ją pod ręką.

      • portokolada
        Lipiec 15, 2013

        Allegro też przeszukiwałam i zareagowałam dokładnie tak samo😉 Nie spieszy mi się, bo i tak mam kilka książek w kolejce, ale nie wykluczone, że za jakiś czas przypomnę się z tym tematem🙂 Dzięki raz jeszcze!

  4. Tomasz Woźniak
    Sierpień 6, 2013

    Hej, zdaje się, że to ja Ci podsyłałem linki do Empiku, żeby zdobić książkę (jaki ten świat mały).😛 Jeśli kiedykolwiek będę miał okazję, z pewnością sięgnę po książkę, bo film już jak przez mgłę, głównie, że był BARDZO ciężki, przez co właśnie trudno do niego znowu siąść, aby się zbytnio nie przytłaczać na parę dni jego ciężką atmosferą. Inna książka Niebieskiej Studni wywoływała u mnie podobne wrażenie, jak u Ciebie, a mianowicie „Lęk i odraza w Las Vegas”, gdzie film „Las Vegas Parano” z Deppem jest w zasadzie jego idealną ekranizacją i z każdą stroną w książce miałem przed oczami kolejne sceny z filmu, a kwestie wymawiane przez bohaterów, brzmiały w mojej głowie jakby były wypowiadane przez aktorów.🙂 I przytoczę jeszcze, że uwielbiam właśnie znając filmy tego typu, wpaść na książkę, na bazie której ten powstał, gdyż książki, z racji swojej objętości traktuję często jako naturalne rozwinięcie opowieści filmowej (chociaż jest na odwrót i często są po prostu skracane). W ten sposób po obejrzeniu „Trainspotting” poznałem bardzo ciekawy (i w moich klimatach ^^) dorobek Irvine’a Welsha.🙂

    • missfeather
      Sierpień 6, 2013

      Uratowałeś mi życie – rzutem na taśmę udało mi się „Requiem” z empiku zdobyć. Jestem Twoją dozgonną dłużniczką🙂
      „Las Vegas Parano” widziałam, książki nie miałam w rękach do tej pory (ale czuję, że szybko to się zmieni).🙂
      O pisarstwie Welsha też tylko słyszałam, ale myślę, że jestem w stanie dość szybko to nadrobić🙂
      Teraz na półce mam „Piekielny Brooklyn” Selby’ego i się przybieram do czytania, ale z czasem ostatnio ciężko i dopadł mnie syndrom „za dużo na raz” – muszę się ogarnąć i pozbierać pajęczyny z bloga, bo nudno tu się robi i świeci pustkami.
      W każdym razie: I. Welsh oraz H.S. Thompson trafiają na moją listę „must have najszybciej jak się da”🙂 A jak będę miała problem ze znalezieniem książki, to już wiem, u kogo pomocy szukać🙂

      • Tomasz Woźniak
        Sierpień 7, 2013

        Pamiętam, jak kiedyś szukałem moją (teraz już) ulubioną książkę Welsha „Klej”. Było naprawdę ciężko, była niewznawiana od jakiegoś 2002 roku. Dużo googlowałem, znalazłem ją w końcu pod jakimś dziwacznym adresem na jakiejś dziesiętnej stronie wyników poszukiwania. Sklep stanowił właśnie zamykający się antykwariat, w sieci był spis ich zasobów książkowych. Napisałem więc maila i nabyłem ją za chyba 10-14 zł w całkiem dobrym stanie, jak na tyle lat leżenia gdzieś w zapomnieniu. To mój największy książkowy skarb. ^^

      • missfeather
        Sierpień 7, 2013

        Ja tak polowałam na „Szatańskie wersety” (jeszcze rok temu naprawdę trudne do zdobycia „w rozsądnej cenie”) i na poszczególne tomy „Mrocznej Wieży” – pasujące do konkretnego wydania🙂
        Moim największym skarbem – z sentymentu – jest zbiór baśni „Bajarka opowiada”, teraz już prawie 30-letnia (jak to brzmi!)🙂

  5. takitutaki
    Styczeń 22, 2014

    no i napiszę, ze po podsumowaniu i dobrym słowom dopisuje książkę wysoko na liście.. bo wywrócony mózg to zjawisko przyjemne (przynajmniej tak mi się zdaje)😉

    • Agnieszka
      Styczeń 22, 2014

      Nie każdemu takie wywrotki odpowiadają🙂
      Myślę, że może Ci się spodobać.

  6. Seliga
    Styczeń 24, 2014

    Henry Rollins – jeden z moich ulubionych twórców, w różnych dziedzinach sztuki – mówił o Selbym tak: http://www.youtube.com/watch?v=3f_dnrv938c
    Okazuje się, że nie tylko przeciętnemu czytelnikowi wywraca mózg.

    • Agnieszka
      Styczeń 24, 2014

      O, świetne – nie widziałam tego, dziękuję za link🙂
      („The ego is never the truth” – jakie to piękne.)
      Swego czasu miałam spotkanie z „Piekielnym Brooklynem” i jest jeszcze cięższy niż „Requiem” – nie mogłam doczytać do końca, ale może w tym roku się uda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: