Bookomaniaczki podróże literackie

Zoë Marriott, „Królestwo łabędzi”

krolestwo labedziAutor, który bierze na warsztat historię zaliczaną do kanonu literatury, musi się liczyć z tym, że wymagania wobec niego wzrastają wprost proporcjonalnie do popularności tytułu, do którego nawiązuje. Zoë Mariott w swoim debiucie literackim „Królestwo łabędzi” (w Polsce wydanym w odwrotnej kolejności, zaraz po drugiej powieść autorki, „Cienie na Księżycu”) fabułę osnuła wokół wątku zaczerpniętego z baśni Hansa Christiana Andersena „Dzikie łabędzie”. Pomysł dobry i już na starcie zapewniający zainteresowanie czytelników, jednakże ryzykowny, bo porównania z „oryginałem” nasuwają się niemal odruchowo. Młoda pisarka wyszła z tego starcia bez szwanku.

„Pewnie już wiecie, kim jestem. W każdej opowieści występuje ktoś taki, jak ja. Postać drugoplanowa, ledwie dostrzegana przez głównych bohaterów akcji. Niechciane dziecko, bez niezwykłych talentów. Jak wróbel wśród łabędzi.”[1]Już w początkowych zdaniach powieści poznajemy główną bohaterkę. Aleksandra to najmłodsze dziecko królewskiej pary – szare i nijakie w porównaniu z trzema starszymi braćmi, książętami idealnymi pod każdym względem. Król, rozczarowany odbiegającą od wymarzonego schematu córką, nie widząc perspektyw na jej korzystne zamążpójście, cieplejszymi uczuciami obdarza wyłącznie synów. Dziewczynka przyzwyczaja się do obojętności ojca, oparcie i miłość otrzymując od pozostałych członków królewskiego rodu. Brak zainteresowania ze strony króla ma również pozytywne strony – Aleksandra może spędzać mnóstwo czasu z matką – dobrą wiedźmą – rozwijając odziedziczone po niej magiczne umiejętności.

Nic nie może trwać wiecznie – pewnej nocy królowa zostaje zaatakowana przez tajemniczą bestię i umiera w przeciągu kilku dni. Zrozpaczony król podczas jednego z polowań, znajduje w lesie piękną młodą kobietę, która błyskawicznie podbija serce władcy oraz jego dworzan. Jedynie królewscy potomkowie nie dają się oczarować. Za próbę poznania sekretu macochy przyjdzie im drogo zapłacić: Aleksandra zostaje wywieziona z dworu do ciotki mieszkającej w ponurej krainie Midland, jej braci zaś czeka los banitów.

Brzmi znajomo, prawda? Środek i zakończenie historii również są znane czytelnikom baśni Andersena, nic odkrywczego zatem pod tym względem w „Królestwie łabędzi” nie ma. Niewątpliwym atutem jest natomiast wprowadzenie pierwszoosobowej narracji – dzięki czemu opowieść o księżniczce i jej braciach zaklętych w łabędzie możemy poznać z innej perspektywy, przedstawia nam ją bowiem najważniejsza uczestniczka wydarzeń. Baśń Andersena Zoë Marriott opowiedziała we własny sposób, do szkieletu fabuły dodając wątki, dzięki którym powieść broni się przed zarzutami wtórności.

W czym zatem tkwi jej siła? Głównie w nawiązaniu do baśniowej konwencji. W czasach, w których rynek zalewają historie o wampirach, wilkołakach, zombie, różnych kombinacjach miłosnych wielokątów oraz „powieści porno” spod znaku Greya, książka Zoë Marriott kusi odmiennością. Mamy w niej to, co charakterystyczne dla baśni: wyraźną granicę między dobrem i złem, ostateczny triumf tego pierwszego oraz pochwałę najważniejszych wartości, o których często zdarza nam się zapomnieć. „Królestwo łabędzi” to historia o miłości między rodzeństwem, więziach łączących matkę i córkę, przyjaźni przeradzającej się w pierwsze młodzieńcze uczucie, poświęceniu i wytrwałości.

Śmiało możemy w tym przypadku mówić o współczesnej wersji baśni – język jest lekki i prosty, opowiadana historia zmierza wprost ku oczekiwanemu zakończeniu, czyta się szybko, wsiąkając w przedstawiane wydarzenia. Lekturę „Królestwa łabędzi” można nazwać podróżą sentymentalną do czasów dzieciństwa, nawet jeśli zazwyczaj uważamy, że jesteśmy na to za starzy. Naprawdę warto poświęcić jeden lub da wieczory na ucieczkę od codzienności, bo jest to ucieczka w dobrym stylu. Polecam czytelnikom z każdej grupy wiekowej – młodsi będą mieli okazję urozmaicić nieco dotychczasową listę lektur, starsi przypomną sobie, jakie uczucie towarzyszy zagłębianiu się w baśniowy świat.

Dodatkowym atutem powieści Zoë Marriott jest niezwykła okładka, całkowicie oddająca magiczny klimat opisywanej historii. Trzeba przyznać – okładki książek wydawnictwa Egmont wchodzących w skład serii „Poza czasem” są naprawdę piękne i cieszą oko. Warto przeczytać „Królestwo łabędzi”, aby odnaleźć odrobinę magii w naszym stale pędzącym  do przodu życiu.

 ***

Autor: Zoë Marriott

Tytuł/Tytuł oryginału: Królestwo łabędzi/The Swan Kingdom

Tłumaczenie: Monika Walendowska

Ilość stron: 264

Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013

Wydawnictwo: Egmont

Tekst opublikowany jest także w serwisie

logo.v1


[1] Z. Marriott, „Królestwo łabędzi”, Warszawa 2013, s. 11.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Marzec 18, 2013 by in Egmont, fantastyka/sf/fantasy, książkowo, powieść, zagraniczna and tagged , , , , .
%d blogerów lubi to: