Bookomaniaczki podróże literackie

William Wharton, „Rubio”

Rubio_William-WhartonMało kto nie słyszał o „tym” Williamie Whartonie – psychologu, malarzu, autorze słynnego „Ptaśka”, za którego otrzymał National Book Award. Nazwisko pisarza obijało mi się o uszy dość często, więc w końcu sięgnęłam po „Rubio”, który od dobrych kilku miesięcy leżał na niebezpiecznie chwiejącym się stosiku obok łóżka. I cóż… muszę przyznać (wyjątkowo, na początku tekstu), że książka do wybitnych nie należy. Niemniej, wciąga niesamowicie, zapewniając czytelnikowi huśtawkę nastrojów: od radości i współczucia, niecierpliwego wyczekiwania na ciąg dalszy, poprzez niepokój, gniew i smutek. To wszystko oferuje nam Wharton na niespełna dwustu stronach powieści zadedykowanej „tym, którzy nie wymagają konkretnych zakończeń”.

Tytułowy Rubio to 33-letni Amerykanin, który ukojenia i spokoju po niedawno przeżytym rozwodzie poszukuje w Europie. Pierwszym jego przystankiem jest Paryż, jednak w wyniku rozmowy ze znajomym, bohater kieruje się ku słonecznej Hiszpanii. Tam, w miasteczku, w którym fryzjer zamyka swój zakład wielkim kluczem przywiązanym sznurkiem do paska spodni w godzinach najbardziej mu odpowiadających, Amerykanin kupuje znajdującą się na skraju ruiny chałupkę i bierze się za jej renowację. Praca staje się dla Rubia lekarstwem, pozwala mu oderwać myśli od przeżytych niedawno nieprzyjemnych doświadczeń. Niektórych mogą nużyć opisy odnawianego krok po kroku domu, inni mogą znaleźć upodobanie w towarzyszeniu bohaterowi w jego codziennych pracach, ja zaliczam się do tych drugich.

Łatwo się domyślić, że nowoprzybyły Amerykanin wzbudza spore zainteresowanie wśród mieszkańców miasteczka, zaburzając nieco dość monotonny tryb ich życia. Trzyma się jednak na uboczu, bytność wśród ludzi ograniczając do uzupełniania zapasów oraz wizyt u fryzjera, señor Ramosa. Z czasem jednak Rubio zaprzyjaźnia się z rodziną Ramosów, stając się niemal jej członkiem. Naturalnym zatem następstwem zbliżenia się bohatera do familii fryzjera jest uczucie, jakie pojawi się między nim a nastoletnią córką Hiszpana, Dolores. Dopingujemy tych dwoje, mając nadzieję, że tym razem Rubio, którego zdążyliśmy już polubić, znajdzie szczęście u boku właściwej kobiety. Jednak nasze wysiłki na nic się zdadzą.

Wharton pozwala do końca wierzyć, że nastąpi tak przez nas upragniony happy end. Jednak, czy możliwe jest szczęśliwe zakończenie w przypadku historii miłości 17-letniej dziewczyny i mężczyzny niemal dwukrotnie od niej starszego? Szanse na powodzenie dodatkowo maleją, jeśli dodamy do tego różnice kulturowe. Rubio to człowiek poszukujący siebie, stereotypowy Amerykanin, który zamiast użalać się nad sobą i mówić wzniosłe (ale w niektórych sytuacjach przecież niezbędne!) słowa, zakasuje rękawy i bierze się do roboty. I, aż ciśnie się na usta, typowy facet, który bierze co chce, nie zastanawiając się zbytnio nad konsekwencjami, z możliwych opcji wybierając najwygodniejszą dla siebie. Amerykanin dał młodej Hiszpance złudne nadzieje, przez pewien czas żyli oboje w przedsionku raju, ukrywając się przed wścibskimi spojrzeniami otoczenia, ale niestety, taki stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie. I tu ma miejsce zmiana stosunku czytelnika do bohatera. Początkowo współczujemy porzuconemu przez żonę mężczyźnie, winy za rozpad związku doszukując się w bezdusznej połowicy. Później jednak pojawiają się wątpliwości, Rubio okazuje się nie do końca taki, jakim byśmy chcieli go widzieć: nierozumiany, potrzebujący prawdziwie kochającej kobiety. Zaczynamy się zastanawiać, czy faktycznie jest on bez winy. Kiedy nadchodzi czas podejmowania poważnych decyzji, deklaracji oraz konieczność wzięcia odpowiedzialności za radosne korzystanie ze sprzyjających okoliczności, Amerykanin ponosi sromotną klęskę – po raz kolejny. Nie udało mu się w małżeństwie, również romans z Dolores Ramos zakończył się tragicznie. Rubio zaprzepaszcza szanse na spokojne i szczęśliwe życie u boku kochającej go kobiety, gotowej na największe nawet poświęcenia, i zmuszony jest wyruszyć w dalszą wędrówkę w poszukiwaniu ukojenia i, być może, odkupienia.

Jedno trzeba Whartonowi przyznać – umie zaintrygować czytelnika. Bardzo się musiałam pilnować, aby nie zerknąć na ostatnią stronę książki i  nie przeczytać zakończenia. Pod pięknym hiszpańskim niebem rozegra się dramat, który wstrząśnie nie tylko mieszkańcami sennego miasteczka, ale również każdym, kto sięgnie po „Rubia”. I choć ta książka nie wpisuje się w poczet moich ulubionych i za szybko po nią znów nie sięgnę (o ile sięgnę w ogóle), to polecam tym, którzy chcieliby przeczytać smutną historię o miłości.

 ***

Autor: William Wharton

Tytuł/Tytuł oryginału: Rubio

Tłumaczenie: Zbigniew Batko

Ilość stron: 176

Miejsce i rok wydania: Poznań 2003

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Marzec 10, 2013 by in książkowo, obyczajowe, powieść, Rebis, zagraniczna and tagged , , , .
%d bloggers like this: