Bookomaniaczki podróże literackie

Jon Krakauer „Wszystko za życie”

wszystko-za-zycie„Wszystko za życie” to książka, po którą sięgnęłam, zachwycona obejrzaną wcześniej ekranizacją. Film o tym samym tytule po raz pierwszy widziałam kilka lat temu, od tej pory, w chwilach zwątpienia i w poszukiwaniu spokoju, wracam do niego średnio raz na rok. Niesamowite krajobrazy i muzyka Eddiego Veddera dopełniają obraz wykreowany przez Seanna Penna. Bez wahania zabrałam się więc za książkę Jona Krakauera, i niestety, nieco się rozczarowałam. Chociaż może to złe określenie – bardziej pasowałoby: zirytowałam się, bo im więcej osób wypowiadało się na temat głównego bohatera, tym bardziej denerwowała mnie jego postawa i nie rozumiałam pobudek kierujących tym inteligentnym, zdawać by się mogło, młodym mężczyzną. Chyba nie odpowiada mi typ bohatera romantycznego – wrażliwego (za bardzo nawet!) intelektualisty, nierozumianego przez świat, który za wszelką cenę chce wyindywidualizować się z rozentuzjazmowanego tłumu konformistów, hipokrytów, dorobkiewiczów nie znających prawdziwych Wartości…

Krakauer opowiada nam historię Christophera Johnsona McCandlessa. Chris urodził się w 1968 roku, w dość zamożnej rodzinie amerykańskiej (z następnych stron dowiadujemy się, że jego rodzice ciężko pracowali na swój dobrobyt, więc zasłużenie w późniejszych latach czerpali korzyści z owoców własnego wysiłku). Po ukończeniu z wyróżnieniem nauki na uniwersytecie, w 1990 roku postanowił diametralnie zmienić swoje życie. Przekazał na cele charytatywne 24 tysiące dolarów oszczędności, opuścił wynajmowane mieszkanie i wyruszył, jako Aleksander Supertramp, w samotną podróż po Stanach.

Początkowo podróżował swoim ukochanym samochodem, jednak po pewnym czasie porzucił go, zostawiając w schowku kluczyki, spalił resztę posiadanych pieniędzy i dalszą podróż w bliżej nieznanym kierunku odbywał autostopem. Zafascynowany prozą Londona, Tołstoja, Thoreau, życie w zgodzie z naturą wynosił ponad wszechpanujący konsumpcjonizm, za najjaskrawszy przykład niewolników pieniądza uznając własnych rodziców. Największym marzeniem Chrisa było przeżycie Wielkiej Alaskańskiej odysei, o której opowiadał każdej napotkanej osobie. Na początku września 1992 roku, w pobliżu Parku Narodowego Denali na Alasce, znaleziono w opuszczonym autobusie zawinięte w śpiwór ciało młodego mężczyzny. Christopher McCandless, znany jako Alex, zmarł najprawdopodobniej w wyniku zagłodzenia, po ponad 100 dniach spędzonych w dziczy. Odnalezione zwłoki ważyły około 30 kilogramów. Rodzina, która od momentu wyruszenia bohatera w trasę, nie znała miejsca jego pobytu, po 2 latach od zniknięcia otrzymała pierwszą wiadomość dotyczącą Chrisa, informującą o jego śmierci.

Jon Krakauer bardzo zaangażował się w odtwarzanie dwóch ostatnich lat życia Alexa – z kart książki czuć wyraźnie osobiste podejście autora do opisywanej przez niego postaci. Próba podkreślenia cech wspólnych przejawia się również we wtrąconych dwóch rozdziałach, w których Krakauer (alpinista, pisarz, dziennikarz) opisuje swoje zmagania z alaskańskim szczytem Devil’s Thumb, próbując trochę tłumaczyć postępowanie McCandlessa i kierujący nim odwieczny pęd ku wolności upatrywanej w pierwotnej naturze. Jak dla mnie – wtrącenie zbędne, ponieważ odciąga od tematu właściwego i odnosiłam wrażenie, że autor korzystając z nadarzającej się okazji, chwali się własnym wyczynem, zestawiając go z wyprawą Supertrampa.

Po doczytaniu do ostatniej strony, w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań. Wszyscy rozmówcy Krakauera zgodnie twierdzą, że Chris McCandless był inteligentny, mądry, oczytany itp. Jak zatem taki ktoś może wybrać się na Alaskę bez uprzedniego przygotowania? Gdyby posiadał mapę topograficzną okolicy, w której się znalazł, żyłby do dziś. Nie rozumiem też, dlaczego bliskich oceniał tak surowo, a uwielbianych pisarzy traktował jako wzory, zapominając, że ich życie nie zawsze odzwierciedlało głoszone przez nich teorie. Czyżby nie pamiętał o fikcyjności ukochanych książek i bezkrytycznie przyjmował ich zawartość za pewnik? Dlaczego Chris skazał swoich najbliższych na dwa lata zamartwiania się o jego los, nie dając im żadnego znaku życia? Tak jakby chciał ukarać rodziców za to, że żyli w taki a nie inny sposób, na złość mamie odmrozić sobie uszy. McCandless był bardzo pewny siebie, od najmłodszych lat udawało mu się zrealizować wszystko, co sobie założył – i być może tu tkwi główne źródło mojej niechęci do niego. W zbytniej pewności siebie, która ostatecznie przywiodła bohatera do śmierci.

Żeby nie było, że tylko rzucam oskarżenia, „Wszystko za życie” to opowieść o poszukiwaniu siebie, dążeniu do wolności, wymykaniu się konwenansom i schematom. Chris McCandless był młodym człowiekiem, stojącym u progu dojrzałości, którego doganiała konieczność dokonania ważnych życiowych wyborów – taka konieczność prędzej czy później spotyka każdego z nas. Bohater książki Krakauera postanowił uciec na jakiś czas przed zobowiązaniami, zerwać ciążące mu relacje z bliskimi i ruszyć przed siebie. Niewątpliwą zaletą książki są cytaty zamieszczone na początku każdego rozdziału (niejednokrotnie są to fragmenty zaznaczone przez samego Chrisa w posiadanych przez niego woluminach), które mówią o potrzebie wyrwania się z okowów kultury i narzuconych nam konwenansów. Wypisy z dziennika Alexa dokumentują jego drogę, radości i smutki dnia codziennego, towarzyszące w trakcie wędrówki. Nasuwa się refleksja, że tak naprawdę szczęśliwy Chris był podczas dążenia do postawionego sobie celu, jego osiągnięcie zaś przywiodło go do śmierci. Na początku lipca 1992 roku postanowił wyjść z głuszy, dochodząc do wniosku, że „prawdziwe szczęście jest wtedy, gdy jest dzielone”, niestety, nie dane mu było tego doświadczyć.

Chyba po raz pierwszy stawiam film wyżej niż książkę, na podstawie której stworzono ekranizację. Jeśli „Wszystko za życie”, to najpierw film Seanna Penna, później (dla chętnych) książka Jona Krakauera. Mimo wszystko zachęcam do lektury, bo książka nie jest zła – nic na to nie poradzę, że nie potrafię zaakceptować pewnych cech McCandlessa i mnie one irytują, jednakże rozumiem jego potrzebę ruszenia „gdzieś” i jest mi ona dość bliska.

A dla tych, którzy wytrwali do końca tego wpisu (za każdym razem, kiedy chciałam już napisać ostatnie słowo, przypominało mi się, pominęłam coś ważnego, i tak przez następne kilka godzin od chwili, w której stwierdziłam, że już koniec moich wynurzeń), trailer filmu.

***E-pik 12 styczeń

Autor: Jon Krakauer

Tytuł/Tytuł oryginału: Wszystko za życie/Into the Wild

Tłumaczenie: Magdalena Jakóbczyk-Rakowska

Ilość stron: 192

Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

10 comments on “Jon Krakauer „Wszystko za życie”

  1. sardegna
    Styczeń 17, 2013

    Dziękuję za link. Jeżeli nie widzisz swojego komentarza pod postem wyzwaniowym, musisz na dole strony „załadować więcej”. Przy tak dużej liczbie komentarzy czasami nowe wpisy nie wyświetlają się na stronie głównej. pozdrawiam🙂

    • missfeather
      Styczeń 19, 2013

      Dziękuję za informację🙂 mam nadzieję, że następnym razem wszystko bez problemów się odbędzie. Pozdrawiam🙂

  2. Dwojra
    Styczeń 19, 2013

    Przyznam, że nie słyszałam o tej książce. O filmie również nie. Ja akurat romantycznych bohaterów lubię, bo sama poniekąd taka jestem i również tacy są moi przyjaciele. Jednak – jak sama podkreśliłaś – bez przesadyzmu, Werter to zdecydowanie nie to, co tygryski lubią najbardziej🙂
    Recenzja jest świetna, nieco cięta, ale wyważona, bardzo mi się spodobała!
    Pozdrawiam🙂

    • missfeather
      Styczeń 19, 2013

      Tyle miłych słów jeszcze przed południem – dziękuję bardzo🙂 Coś takiego w tej książce jest, że mimo iż mnie irytuje (a może właśnie dlatego?), mogę mówić o niej godzinami i jest to jeden z tych tytułów, których się nie zapomina. Jeśli, jak piszesz, lubisz bohaterów romantycznych – to „Wszystko za życie” powinno Ci się spodobać🙂
      Pozdrawiam😉

  3. miqaisonfire
    Styczeń 6, 2014

    Widziałam film😉 Książkę koniecznie muszę przeczytać.

    • Agnieszka
      Styczeń 6, 2014

      I jak wrażenia po filmie?🙂

      • miqaisonfire
        Styczeń 6, 2014

        Nie podobało mi się zakończenie… bohater totalny egoista, na dodatek naiwnie głupi. Ale podobno w książce jest to wszystko lepiej napisane i w ogóle.

      • Agnieszka
        Styczeń 6, 2014

        W takim razie czekam na opinię na temat książki – i podyskutujemy🙂
        (chociaż odnoszę wrażenie, że w książce wymienione przez Ciebie cechy są jeszcze bardziej widoczne – ale może tylko tak mi się wydaje)

  4. niezatrudniona
    Styczeń 21, 2014

    Przyznam się że filmu nie oglądałam ale w książce się zakochałam🙂

  5. Pingback: Claire Dunn, „365 dni bez zapałek” | Bookomaniaczki podróże literackie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: