Bookomaniaczki podróże literackie

Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć”

„Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią” – tak brzmi pełny tytuł głośnej i uznawanej za kontrowersyjną powieści Kurta Vonneguta. Na początku poznajmy kilka faktów: wydana po raz pierwszy w 1969 roku (w Polsce pojawiła się w 1972 r.), uznawana jest za jedno z największych osiągnięć w dorobku pisarza, porusza temat bombardowania Drezna, które miało miejsce w pierwszej połowie lutego 1945 roku. Historia drażliwa, ponieważ przyczyniła się do nagłośnienia „incydentu” z czasów wojny – w wyniku bombardowania kilkaset tysięcy mieszkańców miasta straciło życie w płomieniach. Pisarz, podobnie jak główny bohater jego utworu, przeżył nalot, ukryty w chłodni służącej do przechowywania mięsa ubitych w rzeźni zwierząt. Jest to powieść na wskroś antywojenna, jak pisze sam autor: „krótka i popaprana, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego”.

Głównym bohaterem „Rzeźni numer pięć” jest Billy Pilgrim – drobny, chudy, mający problemy z koordynacją chłopak, którego wcielono do armii w niedługim czasie po rozpoczęciu przez niego nauki w szkole wyższej. Odbywszy krótkie i pobieżne szkolenie, Billy zostaje wysłany na front, gdzie na pełnić funkcję pomocnika kapelana. Pech sprawia, iż dostaje się on w ręce Niemców i jako jeniec wojenny po długiej – dla niektórych ostatniej w życiu – podróży w bydlęcych wagonach, wraz z innymi Amerykanami zostaje dotransportowany do Drezna. W Dreźnie jeńcy wykorzystywani są jako darmowa siła robocza i przetrzymywani w tytułowej rzeźni – tam też ukrywają się podczas ataku na miasto (ponownie zwracam uwagę na wątek autobiograficzny w powieści).

Oprócz tego, że Billy Pilgrim jest taki… nijaki, w niespodziewanych momentach życia odbywa  on podróże w czasie. Dzięki tym skokom może nawet obejrzeć swoją śmierć. Dodatkowo, w dniu ślubu córki zostaje porwany przez kosmitów i zabrany na Tralfamadorię – planetę, na której stanowi główną atrakcję ogrodu zoologicznego. To od Tralfamadorian bohater dowiaduje się, iż świat istnieje w czterech wymiarach, każdy element czasu dzieje się równolegle i nie można wpłynąć na bieg wydarzeń, nie mówiąc już o próbach jego zmiany. Dlatego kosmici skupiają się wyłącznie na chwilach dobrych, jak najmniej uwagi poświęcając chwilom złym, ponieważ nie można ich uniknąć – ale można o nich nie myśleć. I jeszcze jedno: nie ma czegoś takiego, jak „wolna wola”, to tylko wymysł ludzi. I Billy przejmuje sposób myślenia obcych, żyje ze świadomością, iż nie ma wpływu ani na przeszłość, ani na przyszłość.

„Rzeźnia numer pięć” zachwyciła mnie. Co takiego jest w tej powieści, że niemal od początku obdarzyłam ją ogromem ciepłych uczuć? Tak do końca nie mogę tego wytłumaczyć – ta niewielka książeczka, składająca się z krótkich, fragmentów, z pomieszanymi w niej wątkami wojny, podróży w czasie i przestrzeni, wizyty obcych, z przenikającymi się płaszczyznami, chaotyczna a jednocześnie uporządkowana, poruszyła odpowiednie obszary mego mózgu i nic na to nie mogę poradzić.

Billy Pilgrim jest taki rozlazły, że momentami zastanawiamy się, dlaczego tylu innych – o wiele „lepszych” ludzi – zginęło podczas II WW, a on akurat przeżył. I właśnie o to chodzi – o pokazanie bezsensu wojny, jej okrucieństwa, przypadkowości losów (sprawdzająca się teoria kosmitów). Billy jest całkowitym przeciwieństwem wzorcowego Amerykanina-żołnierza: wątły, niezdarny, niezbyt rozgarnięty, on NIE chce iść na wojnę, służba w wojsku i budowanie potęgi państwa kosztem odbieranych żyć nie stanowi głównego celu jego egzystencji. Jest to jedna wielka karykatura amerykańskiego etosu wojny. I pisze o tym osoba, która na własnej skórze doświadczyła wojennych dobrodziejstw.

Już na karcie tytułowej, w wyrażeniach: „Krucjata dziecięca” czy „Obowiązkowy taniec ze śmiercią” przejawia się stosunek autora do przedstawianego tematu – „Rzeźnia numer pięć” ma być powieścią antywojenną. I chyba ta prostota formy, niemal potoczny, dosadny język i oczywiste przesłanie, w jakiś sposób zbieżne z moimi poglądami sprawiły, że powieść wywarła na mnie aż takie wrażenie. Bo każda wojna to syf, krew, ekskrementy, mnóstwo bezsensownych śmierci i niemożność kierowania własnym losem – i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej!

***

Autor: Kurt Vonnegut

Tytuł/Tytuł oryginału: Rzeźnia numer pięć/Slaughterhouse Five

Tłumaczenie: Lech Jęczmyk

Ilość stron: 256

Miejsce i rok wydania: Poznań 2011

Wydawnictwo: Albatros – Andrzej Kuryłowicz

6 comments on “Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć”

  1. takitutaki
    Listopad 8, 2012

    Vonnegut’a czytałem tylko Śniadanie Mistrzów i jakoś takie mam mieszane uczucia, mimo języka przyswajalnego ciężko mi się to czytało, ale po Twej recenzji może jeszcze sięgnę po jego twórczość..

    • missfeather
      Listopad 8, 2012

      Ale ostrzegam – moja koleżanka nienawidzi tej powieści z całego serca, więc nie wiem, co jest warunkiem „lubienia” lub „nie lubienia” „Rzeźni…” – ja jestem prawdziwie zafascynowana i na kupce „do czytania” mam już „Armagedon w retrospektywie”.

  2. siaczex
    Listopad 8, 2012

    Mnie akurat „Rzeźnia” nie zachwyciła i cieszę się, że to nie od niej zaczęłam poznawanie Vonneguta, bo pewnie bym po następne książki nie sięgnęła. Absurdalny humor Kurta, owszem, pasuje do poważnych tematów, ale wolę go mimo wszystko obśmiewającego współczesne społeczeństwo (tak, jak to było w „Śniadaniu Mistrzów”). Jako rozliczenie z przeszłością, przekonuje mnie zdecydowanie mniej niż np. Heller.
    Pewnie moja ocena „Rzeźni” ucierpiała właśnie przez to, że czytałam jakoś miesiąc po „Paragrafie 22”.

    • missfeather
      Listopad 8, 2012

      U mnie właśnie jest odwrotnie – po „Rzeźni” mam ochotę na więcej, bo od niej zaczynałam znajomość z Vonnegutem. „Paragraf” czytałam, jak byłam młoda i głupia, więc siłą rzeczy sporo wątków mi umknęło. Aby odnieść się do Hellera, musiałabym go „odświeżyć” (co mam już w planach, ale bardzo odległych).

  3. Seliga
    Styczeń 10, 2014

    „Pianola” – pierwsze, bardziej znana książka Vonneguta jest świetna. Bardzo różni się od jego późniejszej twórczości i może przez tę odmienność mnie ujęła.

    • Agnieszka
      Styczeń 11, 2014

      Na półce czeka „Armagedon w retrospektywie”, o „Pianoli” słyszałam, ale jeszcze nie miałam okazji się z tą książką spotkać. Podoba mi się styl Vonneguta, więc też – w bardzo odległej przyszłości – chciałabym poznać całą jego twórczość. (Aż ciśnie się na usta popularne powiedzonko: tak wiele książek, tak mało czasu…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: